niedziela, 21 października 2012

Opuścić matkę dla królewicza

Przeczytałam córkom estońską bajkę o 3 młodych prządkach. Macocha-czarownica więziła je w samym środku ciemnej puszczy i zmuszała do przędzenia złotych nici. Pewnego dnia młody, piękny królewicz wybrał się na polowanie, zabłądził w lesie, trafił do chatki i zakochał się w najmłodszej z prządek. Po wielu kolejach losu dziewczynie udało się z pomocą królewicza uciec od wiedźmy. Następnie uwolnili pozostałe w chatce dwie prządki. No a potem żyli długo i szczęśliwie. Wiedźma zaś zamieniła się w dym i wyleciała przez komin, bo zrozumiała, że jej złe czary nie wygrają z prawdziwą miłością.

Motyw młodej dziewczyny więzionej przez starą kobietę powtarza się w baśniach, najlepiej znanym przykładem jest Roszpunka. W baśni o Prządkach Złota moją uwagę zwróciły jednak tytułowe bohaterki, bo pochodzą z pradawnych czasów. To trzy Erynie władające człowieczym losem: pierwsza z nich przędzie nić życia, druga odmierza ją, trzecia – przecina. Są one jednym z wielu wcieleń potrójnej bogini – białej dziewicy, czerwonej ciężarnej i czarnej kostuchy. Czarownicę, na której rozkaz przędą, można uznać za uosobienie tej świętej trójcy, czyli samą boginię.

Również motyw złej, starej kobiety jest powszechny w baśniach, jak chociażby w Jasiu i Małgosi. Zagraża ona zwłaszcza młodzieńcom. Dziewczyny wprawdzie więzi, jednak nie krzywdzi ich. Właśnie Jasia chciała upiec i zjeść Baba Jaga z piernikowej chatki.

Dreszczem przejmują mnie opisy przygarbionych staruszek proszących młodych bohaterów baśni o pomoc. Gdy ci – wiedzeni odruchem serca – pomocy udzielą, starucha natychmiast przemienia się w złą czarownicę i atakuje ich.

Chłopcy, strzeżcie się starych kobiet, mądrych wiedźm, potężnej bogini.

Szczególnym przykładem może być smok porywający i pożerający dziewice. Według Anny Kohli (autorki książki „3 Kolory Bogini”) smok symbolizuje boginię. A zwłaszcza trójgłowy smok!

Tak, bogini jest potężna i groźna. Baśniowi młodzieńcy często otrzymują zadanie uwolnienia spod jej władzy młodych dziewczyn.

Można to rozumieć tak, że dziewczyna musi w symbolicznym sensie opuścić swoją matkę, by związać się z mężczyzną. Brzmi dobrze, prawda? Brzmi naprawdę ładnie. Jeżeli komuś ta interpretacja odpowiada, najpewniej jest dla niego właśnie (albo dla niej) właściwa. Ja jednak czuję niepokój, więc drążę dalej.

Myślę o zmianie rodziny i zmianie nazwiska, jaka ma miejsce w chwili ślubu. Kobieta wychodzi z domu za mąż, idzie za mężem, oddaje się w jego opiekę i pod jego władzę, od tej pory należy do jego rodziny. Opuszcza swoją matkę. Śledząc pochodzenie po kądzieli natykamy się na wiele różnych nazwisk. Czy można zmienić nazwisko nie zmieniając chociaż trochę tożsamości? Nie odcinając się od swoich korzeni?

Opuszczanie matki i poślubianie królewicza przywodzi mi na myśl baśń o Sinobrodym. A Sinobrody to dla mnie opowieść o przemocy domowej. Wprawdzie tytułowy bohater nie jest typowym, pięknym królewiczem. Jego przyszłą żonę niepokoi siny kolor brody. Clarissa Pinkola Estes w „Biegnącej z wilkami” interpretuje ten niepokój jako przejaw ostrzegającej intuicji. Wiele spośród kobiet, które doświadczyły przemocy, początkowo lekceważyły tego typu sygnały: on ma takie dziwne spojrzenie, drapieżny uśmiech, zgryźliwe żarty... Ale to przecież nic takiego, kto by zwracał uwagę na... kolor brody. A poza tym jest taki mądry, doświadczony i interesujący.

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie „Krwawa komnata”. Jest to napisana na nowo przez Angelę Carter baśń o Sinobrodym (można ją przeczytać tu: trzeba wejść w dział „baśnie”, tam w „Sinobrodych”). W tradycyjnej baśni żonę Sinobrodego ratują jej trzej bracia. W "Krwawej Komnacie" to matka zjawia się w ostatniej chwili, by uwolnić córkę. „Moja nieustraszona matka o orlich rysach, któraż inna uczennica konserwatorium mogła się pochwalić, że jej matka stawiła czoło bandzie chińskich piratów, leczyła wioskę dotkniętą zarazą, własnoręcznie zastrzeliła tygrysa ludojada, a wszystko to zanim doszła do mojego wieku?”

A czemu matka przybyła na pomoc? Wsiadła do pociągu, gdy usłyszała przez telefon, jak jej córka płacze opowiadając o złotych kurkach od kranu. „Nigdy przedtem nie słyszałam, żebyś płakała, powiedziała gwoli wyjaśnienia. Nie kiedy jesteś szczęśliwa. A kto kiedy płakał z powodu złotych kurków?” Uwielbiam ten fragment. Opowiada o matce, która poważnie traktuje płacz swojej córki. Nie mówi: „Histeryzujesz. Powinnaś się cieszyć, że dzięki mężowi możesz się kąpać w wannie z kranem o złotych kurkach”. Nie, rusza na pomoc.

Wydaje mi się, że niegdysiejsi opowiadacze baśni byli świadkami powolnej, zapewne trwającej wieki zmiany. Przeczuwam, że kiedyś to kobiety tworzyły klany. Tak jak słonice stada. Wyobrażam sobie, że starsze dzieliły się doświadczeniem z młodszymi, a te które już miały dzieci, pomagały rodzącym.

Dar macierzyństwa czyni kobiety zależnymi od otoczenia, zwłaszcza dopóki dzieci są małe. To nie przypadek, że wielu sprawców przemocy zaczyna zachowywać się agresywnie właśnie wtedy, gdy na świecie pojawi się dziecko. Myślą być może: ona już jest całkiem moja, już nie odejdzie, przecież sobie nie poradzi.

Nie mam nic przeciwko królewiczom na białych koniach, ani przeciw żyli długo i szczęśliwie. Och, wręcz przeciwnie. Ale myślę, że nie jest dobrze, gdy kobieta jest zależna od swojego partnera. Nie powinna tracić symbolicznego związku z matką, z doświadczonymi kobietami, z pomocnymi siostrami. Z boginią.

To też kwestia kobiecych spraw. Kiedyś uważałam, że skoro mężczyzna miał dość odwagi, by być obecnym przy poczęciu swojego dziecka, powinien też być obecny przy porodzie, jeśli tylko jego partnerka sobie tego życzy. Owszem, rodząca potrzebuje wsparcia, opieki i troski, czasem również ochrony przed personelem medycznym. Coraz częściej jednak myślę, że powinna to być domena kobiet.

Szkoda, że w naszej kulturze kobiety wychodząc za mąż opuszczają swoje matki. Ciekawa jestem, jak wyglądałby świat, gdyby nie musiały wybierać. Gdyby mogły liczyć zarówno na wsparcie kobiecego klanu, jak i na bliskość wybranego mężczyzny. 
 

10 komentarzy:

  1. ja się cieszę że opuściłam moją matkę, bo dzięki temu wreszcie po raz pierwszy w życiu spotkałam się z sobą: swoimi potrzebami, własnymi uczuciami i poglądami. poznałam własne granice i granice innych - bez destrukcyjnych dla mojej samodzielności krytyki i rad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. destrukcyjjnych dla samodzielnosci i zabojczych dla wlasnego poczucia wartosci..

      Usuń
  2. Post mnie poruszył i zachwycił, mimo, że nie do końca się z nim zgadzam.

    Moje doświadczenie nie jest może tak ciężkie jak BIG m, ale podobne. A przy porodzie niczyjej obecności nie potrzebowałam tak, jak Męża właśnie. Mimo, że Mama była za drzwiami i często zaglądała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisałam cały czas o symbolicznym opuszczaniu matki. Realne matki bywają różne. Chodziło mi raczej o kontakt ze swoją kobiecością i o kobiece wsparcie, to może byc matka, ale też przyjaciółki.
    No i właśnie fajnie nie musiec wybierac miedzy mamą a mężem :)

    Pomyślałam też, że w baśniach nie ma wzorców pozytywnych relacji matki i córki. Z baśni możemy się chyba nauczyc tylko, jak odchodzic od destrukcyjnej matki i... jak byc destrukcyjną matką :( A może się mylę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm
      naprawde z zadnej basni nie ma dobrej matki?

      Usuń
  4. Mitologia roi się od dobrych matek. A najlepszą jest Demeter: http://pl.wikipedia.org/wiki/Demeter
    Dla mnie to najpiękniejsza historia o macierzyńskiej miłości.
    Choć chyba przebija ją najwspanialsza matka na świecie - Mama Muminka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak ciemną siłę, spętanie symbolizuje baba jaga, czarownica ect, tak w baśniach mocą, dobrem i jasną stroną kobiecości, a także wsparciem, opieką, mądrością jest bardzo często postać dobrej wróżki/matki chrzestnej.

      Usuń
    2. Przyznam, że z mitologii jestem cienka, więc tu się nie pomądrzę :)

      Babę Jagę inaczej widzę - dla mnie to nie jest ciemna siła, tylko po prostu kobieca siła, tyle że zepchnięta do podziemi i przedstawiana jako zła. W baśniach rzadko spotyka się dobre, stare, mądre kobiety, a jeśli już, to właśnie są to Baby Jagi - budzące grozę, ale pomocne, służące dobrą radą.

      A znowu wróżki w tradycyjnych baśniach w zasadzie nie występują. Wróżka w Kopciuszku, to stosunkowo nowy wymysł, nie pamiętam już, czy wprowadził ja Perault, czy wręcz Disney.

      Myślałam za to o Kopciuszkach pod kątem dobrej matki, bo w tej serii baśni ona się pojawia, chociaż z zaświatów (i jest równoważona złą macochą).

      Dobra matka chrzestna występuje też w Śpiącej Królewnie, ale tam jest też zła czarownica, którą w gruncie rzeczy uważam za pozytywną siłę :)

      Podsumowanie: wydaje mi się, że kobieca moc, w tym moc związana z macierzyństwem, jest w baśniach (jak i w całej kulturze) zepchnięta do podziemi, i trzeba się do niej dokopywac.

      Usuń
  5. Znalazłam zupełnie odwrotny wzorzec. Baśń prowansalska "Firoseta i czary". Trzeba pokonać dziadowatego upierdliwca czyli zaborczego ojca, któremu na koniec jest wykrzyczane, że jest starym durniem i się go opuszcza. Wspierają 4 starsze siostry (2 pary bliźniaczek) a przede wszystkim wspaniała, promienista moc wróżki matki chrzestnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi ciekawie :) Gdybyś przypadkiem miała na stanie i mogła pożyczyc, to jestem chętna ;)

      Usuń