piątek, 3 lutego 2012

Kobiety poligamiczne? Mężczyźni monogamiczni?

Socjobiologia to od lat jeden z ulubionych tematów towarzyskiej konwersacji. Nauka ta w wydaniu piwno-stolikowym potwierdza nam naturalną skłonność mężczyzn do poszukiwania wielu partnerek. Nasze „samolubne geny” dążą do tego, żeby się rozprzestrzeniać. Facet może zapłodnić w krótkim czasie wiele kobiet, dlatego opłaca mu się strzelać plemnikami na prawo i lewo. Zwiększa to jego szansę na sukces reprodukcyjny, czyli posiadanie licznego potomstwa. Kobieta zaś może zajść w ciążę tylko z jednym mężczyzną, w dodatku rodzicielstwo wiąże się w jej przypadku ze znacznie większym wydatkiem energetycznym (ciąża, poród, karmienie piersią). Dlatego opłaca jej się upolować jednego, najlepszego partnera, który zostanie ojcem jej dziecka. Stąd wynika odwieczny konflikt płci: ona potrzebuje stałości i wierności, a on szuka okazji do niezobowiązujących romansów. Jasna sprawa, że kobiety są z natury monogamiczne, i że to one wymyśliły stałe związki. Trzymają mężczyzn na uwięzi, podczas gdy oni jako urodzeni poligamiści woleliby zdobywać nowe tereny. I robią to pokątnie. Czy można ich winić?

Tak zostaliśmy stworzeni, tak natura chciała, tak nas ukształtowała ewolucja.

Spróbujmy otrząsnąć się z tych oczywistości i spojrzeć inaczej. Erich Fromm w książce pt. „Miłość, płeć i matriarchat” twierdzi, że w zamierzchłych kulturach matriarchalnych nie było stałych związków. Kobieta ich nie potrzebowała, bo i tak wiedziała, że dziecko jest jej. To mężczyzna nigdy nie mógł mieć pewności, czy jest ojcem.

Wojciech Cejrowski w książce pt. „Rio Anaconda” pisze o współczesnych amazońskich Indianach tak:

„Pod wspólnym dachem żyje tu kilka pokoleń jednej rodziny - np. ojciec z żoną, jego synowie ze swoimi żonami, synowie tych synów... i cała masa dzieci należących do wszystkich po kolei.

W tych warunkach słowa: Pożycz trochę mleka, bo mi się skończyło, oznaczają prawie to samo, co u nas, ale przekazanie mleka odbywa się inaczej - my podajemy butelkę, oni podają dziecko.

Znane w Europie hasło Wszystkie dzieci są nasze u Indian zostało wcielone w życie już dawno, dawno temu. Tym bardziej że w maloce (wspólny szałas mieszkalny) słychać czasami także i takie słowa: Pożycz żonę, bo mi trochę zimno."

Ostatnie zdanie potwierdza wyobrażenia o raczej luźnym podejściu do monogamii. Kto wie, czy w pradawnych czasach nie było ono jeszcze luźniejsze? Może częściej się pożyczało męża niż żonę? A może faktycznie – tak jak twierdzi Fromm – żyliśmy niegdyś w społecznościach poligamicznych? A dzieci były wspólne?

Z punktu widzenia socjobiologii wcale nie jest to takie głupie. Jeśli było więcej mężczyzn wahających się co do możliwego ojcostwa, na wszelki wypadek otaczali dziecko pewną troską zwiększając w ten sposób jego szanse na przeżycie. Strategia ta opłacała się więc kobietom.

W książce pt. „Kobieta. Geografia intymna” Natalie Angier można przeczytać: „Członkowie pewnych społeczności żyjących na nizinach Ameryki Południowej, wierzą w podzielne ojcostwo – koncepcję, że dziecko może mieć więcej niż jednego biologicznego ojca. Uważają, że dziecko to coś w rodzaju kolażu plemników oraz że mnogie wytryski różnych mężczyzn dają w efekcie ładniejsze, zdrowsze dzieci niż starania jednego faceta. W kulturach tych kobiety ciężarne często biorą sobie kilku kochanków; ich wszystkich uważa się za ojców dziecka i ponoszą oni odpowiednie obowiązki, choćby takie jak przyniesienie czasem dzieciakom złowionej ryby (…) Podobną sytuację obserwujemy u wenezuelsko-kolumbijskiego ludu Barí (…) Ponad dwie trzecie kobiet Barí uprawia seks pozamałżeński w czasie ciąży, a ich dzieci świetnie wychodzą na tej praktyce. Nic nie odbywa się potajemnie. Rodząca kobieta mówi położnej, kim byli jej kochankowie, a ta idzie do każdego z nich i oznajmia: Gratulacje, masz dziecko. Od ojców oczekuje się, że w ciężkich czasach pomogą swojemu częściowemu potomstwu – co też zazwyczaj czynią. Szanse na to, że dzieci Barí mające dwóch lub więcej ojców dożyją wieku piętnastu lat, wynoszą 80%, natomiast szanse dzieci mających jednego ojca – zaledwie 64%.”

Zdaniem Fromma mężczyźni wymyślili monogamię, ponieważ dzięki stałym związkom chcieli mieć pewność co do swojego ojcostwa. Z punktu widzenia socjobiologii nie opłaca im się dbać o cudze dzieci, ponieważ w ten sposób wspierają rozprzestrzenianie obcych genów. Strategia ta bardziej opłaca się więc facetom. Przynajmniej teoretycznie, bo i tak część z nich wychowuje cudze dzieci wcale o tym nie wiedząc.

Kobiety powszechnie obwinia się o cudzołóstwo w znacznie większym stopniu niż mężczyzn, są nawet rejony świata, gdzie kobiety za „zhańbienie męża” są surowo karane. To potwierdza, że monogamia kobiet może być raczej wymuszona kulturowo niż wrodzona.

A wiecie, że są różne rodzaje plemników? Na innastrona.pl przeczytałam, że „jajowata główka, wąski tułów i długa witka - tak wygląda tylko część z nich. Inne przypominają hantle, cygaro, gruszkę... Blokerzy robią za bramkarzy - bronią wstępu plemnikom konkurenta. Są rosłej postury, mają poskręcane witki, a niektóre - niczym hydry - nie jedną, ale kilka główek. W ostateczności do akcji przystępują zabójcy i likwidują plemniki innych partnerów. Są naszpikowane trucizną. Wrogów rozpoznają po składzie chemicznym powierzchni główek.” Po co ewolucja miałaby powoływać do życia „blokerów” i „zabójców”, jeśli stworzyła kobiety monogamicznymi?

Nie mam pojęcia, jak było faktycznie w tych pradawnych czasach, ani na ile zostaliśmy urodzeni do monogamii lub poligamii. Domyślam się, że strategii może być nieskończenie wiele, ponieważ jesteśmy jako gatunek niesłychanie elastyczni. Osobiście tak czy inaczej wierzę w takie wartości, jak wierność i wzajemne zaufanie. Ale zauważyłam, że wprowadzenie do towarzyskiej konwersacji wątku wrodzonej skłonności kobiet do poligamii, ożywia atmosferę. Robi się weselej. Zwłaszcza kobietom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz