poniedziałek, 26 grudnia 2011

Świątecznie o Bogini

Przeczytałam kiedyś esej Sapkowskiego o potrójnej, celtyckiej bogini. Autor napisał, że boginię reprezentują 3 postaci – dziewica, ciężarna i starucha-śmierć. Esej ten wywarł na mnie kolosalne wrażenie, ta trójca wydała mi się wspaniałym, kompletnym symbolem koła życia i umierania. Nasza katolicka trójca święta nigdy nie miała dla mnie takiej mocy. Średniowieczna kostucha – tak. Bo to ta sama pani. Dance macabre, memento mori. Ale gdzie się schowały w naszej kulturze pozostałe dwa aspekty bogini, te związane z życiem?

Jako dziewczynka i dziewczyna chciałam być chłopcem. Mojemu bratu wolno było więcej mówić przy stole (ja się mądrzyłam), mógł wyjeżdżać pod namiot w towarzystwie znajomych (mnie by zgwałcili pijani górale), wracać później do domu (patrz argument z drugiego nawiasu, zamiast górali należy wstawić inną opcję). Kiedyś brat przyniósł z zebrania ministrantów rewelację, że kobieta jest naczyniem zła. Spojrzałam zdziwiona na ojca, a on z powagą pokiwał głową. 
 
Gdy przeczytałam esej Sapkowskiego, chyba po raz pierwszy zrobiło mi się żal mężczyzn. Po raz drugi pożałowałam ich, gdy urodziłam starszą córkę. Wiem, że większość kobiet nie przeżywa tak porodu, zresztą w szpitalu jest o to trudno, bo i odpowiedzialność, i moc przejmuje personel. Ja jednak miałam szczęście i czułam się jak bogini. Przeszłam przez ekstremalne, graniczne doznanie i spojrzałam w oczy małemu przybyszowi z innego świata. Przybysz popatrzył na mnie uważnie i z pełną powagą, po czym namierzył pierś. A ja byłam szczęśliwa i odczuwałam wdzięczność wobec swojego ciała i jego potęgi. Moje ciało miało moc urodzenia prawdziwej istoty, było jak dająca życie ziemia, jak rzeka pełna mleka.

Mam na półce co najmniej 3 książki chwalące kobiecą moc. Są to: „Wagina. Kobieca seksualność w historii kultury” Catherine Blackledge, „3 kolory bogini” Anny Kohli i „Seks na wysokich obcasach” - rozmowy Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką. Przeczytałam o świętym trójkącie waginy, z którym wiąże się magia liczby 3 i moc rozstajów. O żywej wodzie reprezentującej życiodajne kobiece soki. O kobiecym wytrysku. O smoku symbolizującym potęgę bogini.

Gdy czytam córkom bajki, śledzę w nich obecność bogini. Jest Baba Jaga, budząca grozę, lecz służąca dobrą radą tym, którzy mają odwagę o nią poprosić. Baba Jaga w „Mądrej Wasylisie” mówi: „mój świt, mój zmierzch, moja noc”. 3 momenty przejścia między światami jawy i snu, żywych i umarłych. Lubię też czytać o młodzieńcach, którzy bezinteresownie ratują dziewczyny z opresji, a one odwdzięczają im się żywą wodą, gojącą wszelkie rany.

We wszystkich starych tradycjach można znaleźć ślady bogini, są wciąż wyraźne mimo tylu setek lat panowania męskiego boga. Boże Narodzenie jest nimi wręcz naszpikowane. To pradawne święto przesilenia zimowego, umierania starego i rodzenia się nowego słońca. Jemy czarne makowce i ciemne pierniki. Mamy zielone gałązki i światło świec – symbole życia obecnego mimo wszechogarniającej śmierci. Wspieramy się i staramy się być dla siebie dobrzy w tym trudnym czasie przejścia między światami, kiedy zwierzęta potrafią mówić.

Zaglądamy w oczy dzieciątku.

2 komentarze:

  1. Cóż mogę powiedzieć... Rewelacja, Oleńko, rewelacja:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaga, dziękuję Ci za ten tekst *

    OdpowiedzUsuń