poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Moc przeistaczania

Już wcześniej przypięłam sobie Słowiański Bestiariusz do mojej listy blogów, bo bardzo mi się ten blog podoba. A teraz Bestiariusz zorganizował konkurs, więc postanowiłam wziąć w nim udział.

Jest coś, czego nie lubię w chrześcijaństwie: podziału na dobro i zło. Na Boga i Szatana. Cywilizację życia i cywilizację śmierci. Czarno-białe schematy nie służą porozumieniu, wręcz przeciwnie - mogą prowadzić do myślenia typu „kto nie z nami ten przeciw nam”. 

A przecież większość tego, co nas otacza, jest dobro-złe. Tak samo i to, co w nas. Mamy dwoistą naturę. Jak krasnoludki, które pracowitej gospodyni pomagają zaprowadzić porządek, ale niechlujnej powiększają bałagan. Jak siekiera i jak piorun.

Szczególnie dwoistość jest przypisana do zmian. Do tego, co na styku. Gdy kończy się stare, a zaczyna nowe. Pierwszy wiosenny piorun budzi przyrodę do życia, wyrywa z zimowego odrętwienia. A jednak ten zastrzyk energii jest równocześnie groźny. Podobnie siekiera pomaga tworzyć, budować, kształtować naturę według ludzkiej woli i zmieniać ją w ten sposób w kulturę. Ale z drugiej strony jest związana z walką, śmiercią i krwią. 

Siekiera ma więc moc przeistaczania. Stąd ciekawe obrzędy z nią związane - siekierę kładziono pod łóżkiem, aby począć dziecko, urodzić je, ale też w czasie obrzędów pogrzebowych. Czyli tam, gdzie śmierć zmieniała się w życie, a życie w śmierć. 

W takim podejściu wyczuwam szacunek. Może bardziej nawet respekt - nie pozbawiony lęku. Musimy ostrożnie obchodzić się z bożymi mocami, a więc również z naszymi mocami. Bo choć zdolność tworzenia daje nam ogromne możliwości, to z darem tym wiążą się również siły niszczycielskie. I odwrotnie - energia złości może być jednocześnie energią sprawczą, twórczą. Dobro przeplata się ze złem, a zło z dobrem. 

Na podobne tematy pisałam tu:

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Gdybym usunęła ciążę...

...byłoby mi smutno, bo pożegnałabym kilka marzeń.


...pożegnałabym marzenie o tym, jak przyszły tata trzyma mnie wzruszony za rękę podczas usg i jak kupuje mi winogrona, bo mam na nie ochotę. Nie przeżyłam tego i już nie przeżyję.


...pożegnałabym marzenie o dobrym samopoczuciu w czasie ciąży i o urodzeniu zdrowego dziecka. Ale pożegnałabym je ze świadomością, że i tak by się prawdopodobnie nie spełniło. Biorąc pod uwagę mój wiek i kłopoty ze zdrowiem, ciąża mogłaby się źle skończyć i dla mnie i dla dziecka.


...zadbałabym o swoje zdrowie, swoją zdolność do pracy, a tym samym zadbałabym o swoje dzieci - te urodzone, te, które są i potrzebują mnie.


...nie czułabym się winna, wierzyłabym, że postąpiłam słusznie.


...nie napisałabym o tym na blogu, aby uchronić się przed przykrościami - oskarżeniami, brakiem szacunku, a w niedalekiej przyszłości być może nawet przed więzieniem.


...powiększyłabym pustą przestrzeń milczenia, nieobecności, niewidzialności.