środa, 6 września 2017

PKS-em przez lubuskie

Niedziela, wsiadam do niedużego PKS-u. Niedużego, bo większe się tu nie opłacają. Województwo lubuskie w porównaniu do innych w Polsce jest trzecie od końca pod względem gęstości zaludnienia i drugie od końca pod względem liczby ludności. Kiedyś mieszkałam w Warszawie i z tamtej perspektywy za Poznaniem są od razu Niemcy. Nawet twórczy urzędnicy wymyślający po wojnie nazwy dla miejscowości odzyskanych, nie przewidywali chyba powstania województwa lubuskiego, skoro jego obecną stolicę nazwali Gorzowem Wielkopolskim. Duże PKS-y są zastępowane małymi, a i tak jeżdżą coraz rzadziej, wożąc głównie młodzież szkolną. Jeszcze kilka lat temu funkcjonowałam bez samochodu, teraz się nie da.

No więc wsiadłam. Stanęłam na środkowym schodku, zatrzasnęłam drzwi i od razu się zorientowałam, że schodek nie był zaprojektowany na mój rozmiar 39. Zaklinowały mi się buty - mówię do kierowcy uśmiechając się, na co on z doskonałą obojętnością nie reaguje wcale. Co będzie gadał z babą o butach. Kupuję bilet, siadam.

Na przednim siedzeniu dwudziestokilkuletni chłopak z psem nachyla się do kierowcy. Wszystko przez tych uchodźców - zagaja. Kierowca jednak odpowiada - skoro zobowiązali się wobec Unii, że iluś tam uchodźców przyjmą, powinni się z tego wywiązać. Kierowca ma koszulę w kratę, czarną kamizelkę, wąsy i spłaszczoną czapkę z daszkiem. Ale teraz Szydło ma podpisać porozumienie z Rosją - odpowiada chłopak na argument o Unii - będzie jechać tam na rozmowy. To chodzi o Tupolewa tylko - prostuje kierowca. Coś tam musiało być z tym Tupolewem, podobno znaleźli nagranie z ostatnich chwil - chłopak na to. Nie ma żadnego nagrania, była mgła i pilot popełnił błąd - kierowca nie traci spokoju. Chłopak wkrótce wysiada, jedziemy 20 kilometrów tylko we dwoje, potem dosiada się dziewczyna.

Siedzę pośrodku, nie na przednim ani tylnym kole, choć te małe autobusy i tak całe się niemiłosiernie trzęsą. Trochę to trzęsienie wynagradza widok za oknem. Dużo tu lasów, koleżanki opowiadały, że widziały wilka, a nawet żubra. Panicznie boją się wilków.

Przez chwilę czuję radość - zepsuty samochód, złudzenie wakacji - ale wiem, że po chwili radość ta rozpłynie się w codzienności, w tym byciu jednocześnie w środku i obok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz