poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozmowa z moim Lękiem

Mój drogi Lęku! A raczej droga Lękini, bo prawdopodobnie jesteś płci żeńskiej. Tak przypuszczam, ponieważ przyśniłaś mi się jako zakonnica, jednak nie jesteś człowiekiem, więc Twojej płci też nie mogę być pewna. Skóra na Twoich rękach była niebieskosina i twarda jak skóra gada, habit skrywał ciało potwora. Nienawidziłam, gdy się do mnie uśmiechałaś i gdy mnie dotykałaś.

Potrafię budzić się koszmarów - mam już dużo doświadczenia w ich śnieniu i budzeniu się, to kwestia wprawy - jednak towarzyszyłaś mi również na jawie, wypełzałaś z kątów, zbliżałaś się podstępnie, domagałaś się uwagi. Więc dobrze, porozmawiajmy.

Od lat Cię lekceważę, pewnie masz już tego dosyć. Robię wiele z tych rzeczy, które przedstawiasz mi jako zagrażające. Ty zresztą tyle możliwości uważasz za warte lęku, że trudno wręcz byłoby mi znaleźć coś bezpiecznego, więc po prostu żyję z Tobą w kątach i staram się Ciebie nie widzieć. Ale wiesz co? Mnie też już to męczy.

Twierdzisz, że to moja wina, że jestem zbyt kolorowa i niestabilna. Ale powiedz sama, po co mi lęk, który się na mnie gapi? Odwróć ode mnie wzrok i rozejrzyj się wokoło. I rozglądaj się codziennie, uważnie. Sprawdzaj, czy jest się czego bać i nie rób scen na boga kiciu. Wiem, że świat jest niebezpieczny. Leben ist lebensgefaehrlich - życie grozi śmiercią - ale życie jest też ciekawe. Nie musisz tego rozumieć, w końcu jesteś lękiem, ale bądź proszę przydatnym lękiem i nie wyskakuj co chwila nie wiadomo skąd ani po co. Informuj mnie dopiero, gdy zobaczysz coś naprawdę niepokojącego. A wtedy to ja zadecyduję, co robić.

Ja ze swojej strony obiecuję częściej Cię zauważać i słuchać, bo wiem, że na swój sposób chcesz dobrze. Być może to Cię trochę uspokoi. Uważasz, że przepływanie na drugą stronę jeziora jest niebezpieczne - w porządku, teraz pływam wzdłuż brzegu. Te polodowcowe jeziorka i tak są przecież dłuższe niż szersze, więc drugi brzeg tak naprawdę mnie ogranicza. Zresztą nie jest mi do niczego potrzebny.

Nie powiem, żebym Cię lubiła i chyba w Tobie też nie budzę sympatii. Ale w jednym się zgadzamy - chodzi o to, bym była bezpieczna.

A w chwilach spokoju możesz się rozpłynąć jak niebieskosina mgła unosząca się nad bagnem. Albo jeśli wolisz, usiądź na kamieniu pod postacią prehistorycznej jaszczurki i obserwuj, co się dzieje. Tylko wyrzuć najpierw ten idiotyczny habit. Lubię jaszczurki.


sobota, 24 czerwca 2017

Mity greckie i mit biblijny

Jakiś czas temu czytałam córce mity greckie. I uderzyło mnie coś, co je wyraźnie odróżnia od mitu biblijnego, w cieniu (albo blasku) którego jesteśmy wychowani. 

Nie ma sprawiedliwości. Dobro nie zostanie nagrodzone. Prometeusz cierpi za to, że chciał ludziom podarować ogień. Wróć, to nie tak - on cierpi za to, że sprzeciwił się bogu. Wystarczy bogu nacisnąć na odcisk, przeciwstawić się, zbyt nieostrożnie wychwalać siebie samą przedkładając własne zdolności ponad zdolności bogini. Czasem można robić wszystko dobrze, starać się spełniać oczekiwania boga i po prostu trafić na kiepski dzień, na zły boży humor. I już po nas, zwykłych śmiertelnikach. Bożymi łaskami zostaje obdarzony ten, kto jest silny i sprytny, kto będzie umiał wykorzystać sprzyjający los, ale też ten kto ma szczęście. I pomyślałam - jakie to życiowe.

Mit biblijny uczy nas wiary w sprawiedliwość. Jeśli będziemy postępować słusznie, zgodnie z przyjętym kodeksem moralnym, możemy spać spokojnie. Za zaufanie i posłuszeństwo Bogu czeka nas nagroda. Tylko czasem zapominamy, że dopiero po śmierci.

Za życia wiara w przynależną nam sprawiedliwość mąci czujność. Jeśli będę przestrzegała zasad panujących w szkole, dostanę dużo punktów plusowych i ocenę wzorową. Jeśli będę wierną żoną, mąż też będzie dla mnie dobry. Jeśli będę uczciwie pracowała całe życie, na starość dostanę emeryturę. Tak jest przecież słusznie. Ale gdy zdarza się inaczej, pozostaje zgorzknienie i żal.

A mity greckie uczą: zastanów się, komu ufasz; okaż bogu szacunek, lecz zachowaj własny rozum; bądź sprytny, szybki, silny i mądry; dąż do celu, ale pamiętaj - wystarczy trochę pecha, bożej irytacji, a nic z tego nie wyjdzie.