czwartek, 18 maja 2017

Wierzę więc idę

Niedawno zabrałam moją 9-letnią córkę do parku linowego. Brawurowo przeszła najniższy „level”, jak go określiła, i zapragnęła zmierzyć się ze średnim. Szybko jednak okazało się, że sama jest za niska, by móc się podwiesić na linie i zjechać po niej. Rozpłakała się, a ja postanowiłam przejść średni poziom wraz z nią i tam gdzie trzeba pomóc jej się zapiąć. Z góry okazało się, że wszystkie te narzędzia tortur były zawieszone niewyobrażalnie wysoko nad ziemią (patrząc z dołu znajdowały się o wiele niżej, ot takie czary), ale cóż pozostało matce, która ma odważne dziecko? Dałam radę.

A jak już zeszłyśmy na dół, to zaczęłam na nowo myśleć. Oczywiście miałyśmy profesjonalną asekurację w postaci karabińczyków i całego tego osprzętowania. Bez tego nie pozwolono by nam tam wejść. Bez tego nigdy bym się tam nie odważyła wejść. A jednak ani razu nie zawisłam na tych karabińczykach. Służyły więc asekuracji, jednak w praktyce - przynajmniej tym razem - okazały się niepotrzebne. Ale tylko dzięki mojej wierze, że dzięki nim nie spadnę, byłam w stanie przejść trasę rozwieszoną w powietrzu, między drzewami.

Rodzice opowiadali mi, że gdy uczyłam się chodzić, to - jak to zwykle dzieci - najpierw szłam opierając się o meble bądź trzymając się ręki dorosłego. Pewnego razu chwyciłam pudełko zapałek i ruszyłam przed siebie. Mogę się założyć, że gdyby nie to pudełko, nigdzie by nie poszła. Było dla mnie tym, czym tym razem karabińczyki. Dawało wiarę w oparcie.

Żyjemy w wyobrażonym świecie. Do realności mamy dostęp tylko za pośrednictwem zmysłów i myśli. Dla nas istnieje tylko to, co doznajemy i to, co myślimy. To tak jakby na świat doznań naciągnąć płachtę myśli - osądów, wyobrażeń, wiary - niewidzialną płachtę, która jednak wszystko zmienia.

2 komentarze:

  1. Ciekawe, ile nas jest... Tych, którzy wiedzą, że żyją w wyobrażonym świecie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To brzmi... jak byśmy należały do jakiegoś tajnego zgrupowania odbdarzonego tajemną wiedzą :)

    OdpowiedzUsuń