wtorek, 17 stycznia 2017

Tworzenie opowieści, tworzenie przeszłości

Jeżeli nie zamienisz swojego życia w opowieść, staniesz się tylko fragmentem cudzej historii - Terry Pratchett

Przyśniło mi się mieszkanie mojego dzieciństwa. Śni mi się co jakiś czas. Schodzę wtedy do piwnicy jak do podświadomości gromadzącej wspomnienia. Ale tym razem tylko stałam pod drzwiami próbując je otworzyć. Miałam w ręku płaski kluczyk z teraźniejszości, a w zamku był otworek na owalny klucz z przeszłości. Dwie młode, nowoczesne dziewczyny zapytały, co robię. Odpowiedziałam, że kiedyś tu mieszkałam. Czyżbym już nie miała klucza pasującego do przeszłości?

Za komuny raczej się nie kupowało mieszkań, mój ojciec je dostał. Potem jednak spotkał za granicą faktyczną właścicielkę i kupił od niej mieszkanie za nieduże pieniądze. Nikt nie spodziewał się zmiany ustroju i prawnik namówił ją na tę transakcję.

Przed ojcem mieszkał tam przemytnik sztuki, chował obrazy i rzeźby w piwnicy pod węglem. Za naszych czasów w piwnicy stała pralka, a pranie rozwieszało się na strychu. Przez jakiś czas na strychu mieszkała kawka o imieniu Neska, która pewnego dnia podeszła do ojca i usiadła mu na przedramieniu jak sokół. W piwnicy ojciec miał biuro. W piwnicy grałam ze znajomymi w brydża, dzięki temu nikogo nie budziliśmy. 

Samo mieszkanie też mi się oczywiście wiele razy śniło. Miałam pokój z balkonem, a w drzwiach balkonowych był lufcik. Często zapominałam klucza i gdy wracałam w nocy, włamywałam się sama do siebie. Podstawiałam kubeł na śmieci pod okno sąsiadów z parteru, wchodziłam na kubeł, następnie wspinałam się po kracie okiennej na balkon, otwierałam rozchybotany lufcik i już byłam w pokoju. Trzeba było tylko jeszcze zejść na dół i odstawić śmietnik na miejsce, by nikt się nie zorientował. Mieszkanie to zostało sprzedane pół mojego życia temu, ale wciąż zdarza mi się do niego zaglądać nocami.

Niedawno mój ojciec opowiadał przy obiedzie o swoim przyjacielu. Nazwał go szwagrem. Mama zdziwiła się: Nie wiedziałam, że byliście spokrewnieni. Włączyłam się do rozmowy: Byli spowinowaceni przez pierwszą żonę ojca. Przypominam opowieść o żydowskim chłopcu adoptowanym po wojnie przez matkę pierwszej żony mojego ojca, stąd "szwagier". Nigdy o tym nie słyszałam - mówi moja mama. Otwieram zdumiona oczy, a ojciec dodaje: A wiesz, że ja też całkiem zapomniałem?

No tak, przecież wspominając swoje życie raczej opowiadamy je sobie i innym. Tworzymy przeszłość z wybranych fragmentów wspomnień, uzupełniamy luki wyobrażeniami, spinamy wszystko klamrą nadawanych znaczeń. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby mój ukochany snując opowieść o swoim życiu w tak cudowny sposób zapominał o pierwszej żonie.

On też wspomina mieszkanie swojego dzieciństwa. Jego rodzice stracili je dopiero rok temu, miałam więc szansę trochę w nim pobyć. To smutna historia o braku odpowiedzialności państwa za swoich obywateli, którzy po kilkudziesięciu latach legalnego życia w mieszkaniu dowiadują się, że nie mają do niego żadnych praw. Jednak opowieści sprzed lat są tak barwne, że wydaje mi się, że musieliśmy się wtedy już znać, że musiałam tam być.

Mój ojciec ma 90 lat. Jest w wieku, w którym chętniej i dokładniej wspomina się dzieciństwo i młodość niż lata dojrzałe. Oznacza to, że nie pamięta dużej części mojego życia, a ja jestem tylko fragmentem jego historii. Teraźniejszość tworzy za to świat dzieciństwa moich córek i stanie się pożywką dla snutych przez nie opowieści o przeszłości. Być może kiedyś będą błądziły w snach po domu, w którym teraz mieszkamy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz