czwartek, 7 lipca 2016

Świat odciska w nas pieczęć


Kiedyś przeczytałam esej Ortegi y Gasseta o dwóch wielkich metaforach. Pierwsza - starsza - opisuje doświadczanie świata zewnętrznego jako odciśniętej pieczęci. Świat wpływa na nas, kształtuje, zostawia swój ślad. Druga metafora - współczesna - to naczynie wypełnione wodą. My, nasza świadomość, nasze zmysły i nasza wiedza - wypełniamy naczynie i w nas odbija się świat. Odbija się tak, jak go widzimy, więc w jakimś sensie też jest nami. Według drugiej metafory świat zewnętrzny nie istnieje obiektywnie, a w każdym razie mamy z nim kontakt tylko pośrednio, czyli przez nasze zmysły, wcześniejsze doświadczenie, przekonania.

Obie te metafory bardzo lubię. Jako dziecko bardziej wierzyłam w pierwszą, potem bardziej w drugą. Ostatnio znów wracam do pierwszej, nie przestając rozumieć drugiej. Coraz częściej myślę, jak bardzo nasze przekonania o nas i o rzeczywistości są kształtowane przez warunki, w których przyszło nam żyć.

W fascynującej książce Jareda Diamonda pt. "Trzeci szympans" przeczytałam tezę, że ludzie pochodzący z Europy - a więc ludzie biali - podbili świat, ponieważ akurat na stepach Eurazji żyły konie. Nie w Afryce, nie w Ameryce, nie w Australii, ale właśnie tu. A żadne inne zwierzę nie dawało takiej przewagi gospodarczej i militarnej, jak konie. Żadne nie było tak szybkie, mądre i chętne do kontaktu z człowiekiem. Nie o to więc chodzi, że biali ludzie są mądrzejsi czy silniejsi. Po prostu tak się złożyło. A potem już zwycięzcy pisali historię i sami chętnie w nią wierzyli.

Na marginesie napiszę jeszcze, że według innej wspaniałej tezy z tej książki, odwrotnie niż u Darwina, niekoniecznie przetrwali najlepsi. Np. dawni łowcy i zbieracze mieli znacznie zdrowsze kości i zęby niż pierwsi rolnicy i hodowcy.

Czasem próbuję wyobrazić sobie, jak to jest przyjść na świat w klimacie równikowym. Tak oczywiste wydaje mi się liczenie lat, świętowanie kolejnych urodzin. A przecież jest to oczywiste tylko w klimacie, w którym występują pory roku. Jak inaczej można by w ogóle na to wpaść? Ile ty już przeżyłeś wiosen, ile liczysz sobie lat? W dżungli nie ma pór roku, dzień trwa zawsze 12 godzin i tyle samo noc, codziennie jest gorąco i pada deszcz. Taki świat odciska zupełnie inną pieczęć.

Sądzę, że nie przypadkowo na wagę życia tu i teraz zwracali uwagę Hindusi, a więc ludzie żyjący w świecie bez zim. Myślenie o przyszłości nie było im niezbędne do tego, by przeżyć kolejny rok. Nie musieli gromadzić opału, zbierać, suszyć, wędzić ani kisić żywności,  przygotowywać ciepłych ubrań.

A im więcej gromadzimy dóbr, tym mocniej kształtuje się poczucie własności. I im droższa i trudniejsza do zdobycia jest ta własność, tym bardziej chcemy ją mieć nie tylko dla siebie, ale i dla swoich dzieci. Własność jest więc związana z przyszłością, z planowaniem.

Choć własność jest dla nas pojęciem równie oczywistym jak kalendarz, to prawdopodobnie nie zawsze tak było. Cejrowski opowiada, że Buszmeni nie wytworzyli pojęcia własności, że traktują świat jak wielką spiżarnię pełną darów od matki natury, z której biorą wszystko, czego potrzebują (na przykład krowę stojącą za płotem). A skoro nie znają pojęcia własności, to nie rozumieją też, czym jest kradzież, o którą często są oskarżani.

Żyjemy w świecie, w którym od wieków przygotowujemy się na przetrwanie zimy. W którym stworzyliśmy - między innymi dzięki udomowieniu koni - skomplikowaną cywilizację. W którym własność odgrywa ogromną rolę, a jej zdobycie wymaga długofalowego planowania, jakim jest np. spłacanie kredytu. Może właśnie dlatego marzymy o miłości do grobowej deski. Poczucie bezpieczeństwa daje nam nadzieja na trwałość. Na przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz