poniedziałek, 28 marca 2016

Skrawek Nieba czyli jak pomagać i jak nie pomagać

Zła nie czyń wcale, dobro czyń z rozwagą.

Książka Jacka Pikuły pt. "Skrawek Nieba" wpadła mi w ręce trochę po znajomości. Napisał ją przyjaciel kogoś, kogo znam. Autora pobieżnie poznałam na wakacjach w chatce pod Niemcową. Sięgnęłam po nią z ciekawości i byłam pod dużym wrażeniem - nie spodziewałam się, że książka tak bardzo mi się spodoba.

"Skrawek Nieba" opisuje nietuzinkowy, choć trudny los Autora. Jest on obecnie osobą bezdomną, po próbie samobójczej. Wcześniej przez wiele lat zajmował się pomaganiem - pomagał przede wszystkim ludziom bezdomnym i dzieciom z biednych rodzin. Stworzył od zera i prowadził ośrodek dla dzieci czyli tytułowy Skrawek Nieba. Mieszkańcy Katowic znali go również z tego, że często stał na ulicy śpiewając i akompaniując sobie na gitarze.

Jest to książka o wielkiej sile i wielkiej słabości. O woli życia i pragnieniu śmierci. O potrzebie zrozumienia i bycia zrozumianym, o czytaniu człowieka z prawdziwym zainteresowaniem w przeciwieństwie do osądzania "po okładce".

Dla mnie jednak jest to przede wszystkim książka o pomaganiu napisana przez eksperta w tej dziedzinie. O tym jak pomagać, aby trafić do potrzebujących i swoją pomocą umożliwić im prawdziwą poprawę losu. Ale też o tym, jak nie pomagać, tak by uniknąć karmienia patologii. I o ile poradników o mądrym pomaganiu czytałam już sporo, to jednak tekstów o mądrym niepomaganiu wcale tak dużo nie ma.

Na blogu Fragmenty z drogi można znaleźć informację, jak zamówić wydruk autorski. Jeszcze bez korekty, z błędami interpunkcyjnymi i stylistycznymi, za to z autografem Autora. Ja taki egzemplarz zamówiłem i polecam.

"Skrawek Nieba" składa się z krótkich rozdziałów. W każdym z nich znajdziemy plastyczny opis sytuacji i refleksje, jakimi Autor postanowił podzielić się z czytelnikiem w związku z tą sytuacją. Pozwolę sobie wrzucić tutaj trzy rozdziały, które szczególnie mi się spodobały.

Podpalacz kota

Skierowano do naszego domu chłopaka, który podpalił kota.

Oczywiście można w takiej sytuacji od razu dziecko osądzić. Można je odtrącić i potępić. Ale najtrudniej jest się naprawdę zainteresować. A zarazem najlepiej jest to zrobić.

Usiadłem z nim i zacząłem rozmawiać. A właściwie słuchać. Chłopak się bardzo otworzył. Mówił, że był poniewierany przez starszych chłopaków z podwórka. Odtrącany, czasem bity, a z rozmowy wywnioskowałem, że także wykorzystywany seksualnie.

Chciał jakoś zaimponować. Pokazać swoją wartość. I to był pomysł, na jaki wpadł.

Zrobiłem coś takiego: w naszym ośrodku stworzyłem klub przyjaciół Burka i jego uczyniłem szefem klubu. Opiekował się bezdomnymi psami i kotami. Budował dla nich domki. Dziewczynki je malowały, a inni chłopcy poszukiwali materiałów.

Dzwoniliśmy po różnych domach i firmach z prośbą o niepotrzebne blaty, stoły, krzesła. Organizowałem samochód i jeździliśmy po podarowane stare meble, składując je w naszej małej stolarni.

Chłopak przycinał, łączył, dokańczał. Był bardzo zaangażowany. Widziałem i ja i dzielnicowy, że to dobry młody człowiek, tylko miał na podwórku problem z kolegami. 

Po jakimś czasie uprosiliśmy jego rodziców, aby zgodzili się na psa. Chłopak dostał groźnie wyglądającego boksera, z niezłym szczękościskiem. Nikt już na osiedlu mu nie podskoczył.

Refleksja: Każdy zasługuje na drugą szansę. Brzmi to banalnie, ale to prawda. Często widzimy, co ktoś robi, ale nie mamy pojęcia, dlaczego. Prawda jest schowana i trzeba ją wydobyć. Popytać, porozmawiać, dowiedzieć się u źródła, co się dzieje.

Nie wymagajmy, żeby dzieci wyciągały tak samo dobre wnioski jak my. Ale dajmy im się wypowiedzieć. Często nas zaskoczą i to pozytywnie. Wiem, że najczęściej źle się zachowuję, bo domagają się uwagi. I nic więcej czasem nie trzeba, żeby zachowywały się lepiej.

Kropla drąży skałę. Nie zrobimy wszystkiego od razu, ale jeżeli podziałamy przez dłuższy czas, to szanse wzrastają. 

Taka sobie historia

Zobaczyłem... ją.

Starszą panią, delikatną w ruchach i ostrożną w spojrzeniach. Wędrującą powoli od kosza do kosza. Każdy z osobna przeglądała niezwykle sumiennie, z wielką starannością wyszukując przydatne dla niej skarby. Miało się wrażenie, że świat obok niej nie istnieje. Że dla niej nie istnieją przechodzący ludzie ani przejeżdżające auta.

Po kilku minutach obserwacji decyduję się na błyskawiczne zakupy. Równie błyskawicznie doganiam starszą panią przy kolejnym koszu, z którego zajada. Próbuję wręczyć reklamówkę z jedzeniem. Z uśmiechem, dobrocią i troską w sercu.

Ależ mi się zebrało! Tyle "kur..." i "spier..." dawno, naprawdę dawno nie słyszałem. Stado kur mnie napadło, można napisać. Bo ona przecież nie jest żadną żebraczką! Nasłuchałem się bardzo mocno. Dowcipniś powiedziałby, że dostałem od niej "kosza z dużą porcją mięsa". 

Trochę mnie zamurowało. A nawet sporo bardziej niż trochę. Miałem wrażenie, że wszyscy przechodzący patrzą na mnie, że przejeżdżające auta zwolniły... Starsza pani była już przy następnym koszu.

Nie poddałem się. Wyprzedziłem ją o kilka koszy i wrzuciłem reklamówkę pełną zakupionego jedzenia do jednego z nich. Po doświadczeniu wcześniejszych słów na k... z bezpiecznej odległości obserwuję, jak starsza pani wyciąga reklamówkę z kosza. Jak po przejrzeniu zawartości składa na niej soczysty pocałunek.

Nie istnieją dla mnie przechodzący ludzie. Nie słyszę przejeżdżających aut...

Refleksja: Niekiedy chcemy pomóc, a nie możemy. Nie dlatego, że nie mamy z czego, tylko osoba potrzebująca nie chce naszej pomocy. Niestety ludzie często są bardzo skrajni. Jedni biorą wszystko, co popadnie, jeśli tylko jest za darmo. A inni nie przyjmą niczego, nawet jałmużny, bo są zbyt dumni.

Jeżeli nadepniemy na odcisk, to możemy spodziewać się zemsty. Najczęściej jest to po prostu niekulturalne zachowanie. Czy to znaczy, że mamy się poddawać? Oczywiście nie mam do nikogo pretensji, jeżeli zostanie zbluzgany i machnie ręką. Ale uważam, że zawsze można postąpić tak sprytnie, jak ja wtedy. Zawsze możemy znaleźć jakieś rozwiązanie. Wystarczy, że zabierzemy jakiś element, na przykład naszą tożsamość. Zobaczymy, że anonimowa pomoc robi to samo i możemy ją zastosować. 

Pieniądz do studzienki

Pamiętam sytuację, w której z premedytacją udzieliłem człowiekowi nietypowej lekcji. Nie zapomniałem jej i mam nadzieję, że on też nie.

Grałem na ulicy, jak to miałem w zwyczaju. Podszedł do mnie mężczyzna, nieco starszy, bezdomny. Od dłuższego czasu dzień w dzień przerywał mi granie lub rozmowę z przechodniem. Wyglądem odstraszał ewentualnych darczyńców. W jego zachowaniu widać było, że on raczej nie stara się nic sensownego zrobić z życiem, że najczęściej żeruje na innych. Podszedł do mnie i zapytał, czy mam dla niego może tak z 5 złotych.

Zapytałem przewrotnie: "A wystarczyłoby 50 złotych?". Widziałem, jak zmieniły mu się oczy - nagle zrobiły się kwadratowe. Uśmiechnął się. Oczywiście się zgodził. Na to ja wyjąłem odpowiedni banknot. Schowałem portfel do kieszeni. Banknot wyjąłem, przytargałem i bezceremonialnie wrzuciłem do studzienki.

Mężczyzna był zszokowany. Aż ledwo zdołał zapytać, dlaczego zniszczyłem pieniądze. A ja mu odpowiedziałem: "Gdybym dał panu te 50 złotych, to czy zainwestowałby pan je np. w kąpiel, aby poszukać pracy lub w angielski? Nie! Kupiłby pan wino i wysikał się do tej studzienki". Więc przyśpieszyłem ten "spływ".

Odszedł ode mnie poirytowany. Opowieść rozeszła się po mieście, a mnie już nie zaczepiano w ten sposób. Cena konsultacji wyniosła 50 zł. Drogo, można było to kupić trochę pieczywa...

Refleksja: Jeżeli zachciankę drugiej osoby uważamy za błąd, nie musimy jej spełniać. Możemy edukować człowieka. Czasem będzie to nas trochę kosztować. Ale jeśli zrobimy to dobrze, to efekt będzie niezapomniany. To nie znaczy, że ta osoba wyciągnie jakieś z tego wnioski. Jednak będzie mieć przynajmniej taką szansę. Jeżeli nie zrobimy niczego podobnego, nie damy szansy na cudowne olśnienie.

Warto też wcześniej sobie coś takiego zaplanować, żeby nie żałować spontanicznej decyzji. Poza tym jeżeli sobie to zaplanujemy, to zrobimy to z pewnością siebie i nie będziemy się wahać. A wtedy efekt jest silniejszy. Oczywiście, to nie jest tak, że mamy czekać na moment i się ekscytować. Najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie było potrzeby pouczać kogoś w ten sposób. Ale niestety czasem trzeba. 


2 komentarze: