wtorek, 8 września 2015

Żyć tu i teraz czy planować?

Od dawna mielę w myślach temat bycia tu i teraz versus planowania przyszłości.

Tu i teraz daje poczucie szczęścia i sensu życia. Plemiona pierwotne żyją tu i teraz. Prawdopodobnie nie jesteśmy ewolucyjnie przygotowani do dalekosiężnego planowania, dalszego niż do najbliższej kolacji.

Ale jednak to robimy. Planujemy edukację, bierzemy kredyty, odkładamy na emeryturę i dbamy o ubezpieczenie zdrowotne. Przynajmniej ta część z nas, która nie wypadła ze społeczeństwa. Mamy wiele korzyści z planowania i wcale nie jesteśmy tacy skłonni, by z nich rezygnować. Nie chcemy martwić się głodem spowodowanym suszą ani chłodem w czasie ciężkiej zimy. Mamy nadzieję cieszyć się jako-tako chociaż bezpieczną starością. Dbamy o wykształcenie dzieci, by miały więcej możliwości w przyszłości. Korzystamy z dobrodziejstw nowoczesnej techniki.

Planujemy, choć ewolucyjnie jako gatunek jesteśmy krótkowzroczni. Gdzieś czytałam, że mieszkańcy Biskupina opuścili swoje osiedle, ponieważ zabrudzili jezioro do tego stopnia, że nie byli w stanie już korzystać z wody. Być może wierzyli w wieczne odradzanie się przyrody. Nadal jako gatunek zdajemy się w to wierzyć, choć jesteśmy już zbyt potężni. Pisał o tym Frank Schätzing w książce „Odwet Oceanu”. Dlatego niszczymy planetę, na której żyjemy. Potrafimy planować wystarczająco dalekosiężnie, aby zadbać o swoją korzyść, ale nie dość, aby zadbać o planetę, która nas karmi.

Dlatego odpowiedzią nie może być życie tu i teraz – chyba że z równoczesną rezygnacją z dóbr cywilizacji.

Niedawno byłam na krótkim ale zaskakująco ciekawym szkoleniu na temat coachingu. Prowadząca pokazała nam tzw. model hamburgerowy Tal BenShahara, który poskładał mi w całość życie tu i teraz z planowaniem. Bo to nie musi być koniecznie sprzeczność.

Model według pana Ben Shahara jest taki:



Ale na szkoleniu był przerobiony bardziej po polsku i hamburger symbolizował wyłącznie hedonizm czyli właśnie życie tu i teraz. Jedzenie szybkie, smaczne i niezdrowe.  Szybkie i smaczne – to korzyści w chwili obecnej, zdrowie – to korzyść w przyszłości. Nihilizm to była zupka z proszku – jedzenie szybkie i już nawet nie smaczne. Wyścig szczurów został pokazany za pośrednictwem jedzenia wegańskiego – pracochłonne, wymagające, niekoniecznie smaczne, ale dające nadzieję na zdrową przyszłość. Szczęście symbolizowało jedzenie smaczne i zarazem zdrowe – bo przecież tak też się da, choć często wiąże się to z koniecznością poświecenia większej ilości czasu i wysiłku niż w przypadku hedonistycznego hamburgera.

Rzeczywiście jest tak, że ludność plemienna, która tak mi działa na wyobraźnię, nie potrafi opierać się pokusom łatwego, nowoczesnego i niezdrowego życia. Kontakt z cywilizacją powoduje, że szybko stają się otyli, uzależniają się od alkoholu. W dzikim świecie, do którego byli przystosowani, słodkie oznaczało „witaminy”, a nie „rafinowany cukier” ani „syrop glukozowo-fruktozowy”. Dlatego nie bardzo wierzę w intuicyjne zdolności dzieci do rozróżniania, co im jest potrzebne. Nasze dzieci, niepoddane jeszcze obróbce cywilizacji, są zbyt podobne do tych z dżungli, prawa ewolucji działają u nich mocniej. Owszem, niech decydują intuicyjnie, co chcą zjeść, ale po wykluczeniu z diety albo znacznym ograniczeniu słodyczy i różnych innych hedonistycznych świństw – bo żeby się przed nimi obronić, trzeba planować. Planować tak, jak potrafi to robić dorosły, cywilizowany człowiek. 

Jednak chociażby zalew słodyczy pokazuje, że jako gatunek raczej bawimy się w planowanie, a tak naprawdę tkwimy w hedonizmie, w tu i teraz. I właśnie przez to jesteśmy niebezpieczni. Dla siebie samych i dla wszystkich innych gatunków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz