czwartek, 11 czerwca 2015

„Ja z mną” jako metoda na szczęście


Skąd to przekonanie? Że człowiek ma być szczęśliwy sam ze sobą i sam siebie uszczęśliwiać? Czy to nie jest tylko popularny wytrych myślowy? Moje szczęście zależy ode mnie. To ja decyduję o tym, czy jestem szczęśliwa.

A jeśli potrzebuję do szczęścia innych ludzi? Ich obecności, bliskości, serdeczności? Dlaczego miałabym ich nie zapraszać do swojego życia? I czy nie może być mi smutno, jeśli nie przyjmą zaproszenia - albo wręcz przeciwnie, wchodzą nieproszeni w brudnych butach

To tak jakby odczuwanie szczęścia w relacji „ja z mną” miało być szczytem zdrowia psychicznego. No dobrze, spróbuję napisać bez złośliwości. Owszem, relacja z samą sobą jest ważna. Uczę się być dobra dla siebie, słuchać się, rozumieć i wspierać. To mój punkt wyjścia. Wiem, że ostatecznie mogę zawsze na sobie polegać. Ale to mi nie wystarcza.

Podobno w NVC (komunikacji bez przemocy) bardzo ważne jest branie odpowiedzialności za swoje potrzeby. To określenie jest dla mnie równie niejasne i podobnie wpisuje się w kult samostanowienia. 

Potrzebuję innych ludzi. Potrzebuję rodziny, przyjaciół, wspierających współpracowników, tolerancyjnych sąsiadów. Mogę sobie próbować wmówić, że nie potrzebuję i że moje szczęście zależy tylko ode mnie. Szczerze mówiąc próbowałam to robić. Ale przestałam. Potrzebuję powietrza, pożywienia. Tak samo mam potrzeby psychiczne. 

Jestem szczera wobec siebie i biorę odpowiedzialność za to, jak wyrażam moje potrzeby. Ale to nie oznacza, że jestem odpowiedzialna za to, czy zostaną zaspokojone. Jestem odpowiedzialna za moje działania, ale nie za działania innych ludzi. Mogę o coś poprosić, ale druga osoba może mi odmówić. Nie wszystko zależy ode mnie, a zaakceptowanie że inni ludzie chadzają własnymi drogami może być oznaką szacunku wobec nich. Z drugiej strony zauważenie, że ludzie bywają krzywdzeni przez innych i w wielu wypadkach nie ponoszą za to winy, sprzyja chęci pomagania im.

Ja to ja - tylko i aż. Jestem swoim punktem wyjścia, ale nie wystarczam sobie do szczęścia. Takie daję sobie prawo.

O kulcie samodzielności pisałam tutaj.
A o braniu odpowiedzialności za siebie a nie innych tutaj i tutaj.  

4 komentarze:

  1. Jaga, dziękuję za te słowa.

    Kiedyś (vide lata temu) byłam sfrustrowana czując, że nie mieszczę się w modnej, popularnej konwencji nieomal totalnie pojętej samodzielności i samowystarczalności. Przez to czułam się słaba. Niedojrzała. Zależna.
    Na szczęście czas płynie i potrafi rozwijać samoświadomość:)

    Nie, nie uszczęśliwiam sama siebie wyłacznie sobą, choć chcę także być odrębna pomimo bliskości (czy istnieje totalna bliskość nie znająca granic? może, ale to chyba nie najlepszy styl). Chcę też mieć własną przestrzeń.
    Nie wystarczam sama sobie i nie chcę być wyłącznie dla siebie.
    Nie chcę być z zasady ... letnia. Uprzejmie obojętna. Odrębna.

    Tak, zależę od innych, bliskich osób ; pamiętam Twoje słowa o samodzielności i w pełni zgadzam się z nimi.
    Kiedyś zazdrościłam tym, którzy byli na tyle silni by twierdzić, że zawsze na sobie tylko polegają i są w pełni samodzielni...
    Teraz uważam, że to jest najprościej i najkrócej opisując nierealne. A najlepszą rzeczą jaką można zrobić to uświadomoć to sobie i pozwolić sobie na przyznanie się do słabości.

    Jesteś jedną z nielicznych osób, które uważam za dojrzałe. Wyważone. Mądre.
    Już dawno powinnam Ci to powiedzieć.
    Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pumo Złota, aleś mi laurkę podarowała. Dziękuję :))
      Ja też się czułam taka słaba, niedojrzała i zależna, więc świetnie Cię rozumiem.
      I myślę, że nie istnieje totalna bliskość nieznająca granic. To znaczy - bliskość wymaga granic. Bliskość to jest dla mnie coś w stylu pogranicza dwóch osób. Wymiana myśli, uczuć, widzenia świata. Jeśli nie ma granic, wtedy jest tylko jedna osoba. A do bliskości potrzeba dwóch.

      Usuń
  2. Lubię w Tobie między innymi to, że nie widzisz świata, ludzi, zjawisk wyłącznie w kategorii zerojedynkowej.
    Chyba mało jest rzeczy- a ludzi tym bardziej - jednoznacznie dobrych lub złych.

    Jeśli to laurka, to w pełni na nią zasłużyłaś !

    OdpowiedzUsuń
  3. W psychologii systemowej podoba mi się właśnie szukanie dobrych stron złych rozwiązań i złych stron dobrych rozwiązań, siły w słabości i słabości w sile... itp. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń