piątek, 24 października 2014

Życie bez planowania i bez straconego czasu

Jeśli marnowanie czasu daje ci radość, nie jest to czas zmarnowany – John Lennon


Życie bez planowania? Tu i teraz? Bo właśnie ta chwila się liczy? Często jesteśmy na to namawiani przez różnych orędowników zdrowia psychicznego i rozwoju duchowego. Ale w naszym świecie możemy żyć chwilą... tylko przez chwilę.
 
W pozostałych chwilach bierzemy kredyty na 20 albo 30 lat zamiast wciąż wynajmować mieszkania, bo chcemy mieć coś na własność. Pracujemy, aby za miesiąc dostać wypłatę. Stosujemy antykoncepcję, aby mieć tyle dzieci, ilu przez następne długie lata jesteśmy w stanie dawać to, co uważamy za potrzebne. Uczymy się, by za kilka lub kilkanaście lat otrzymać dyplom. Namawiamy lub zmuszamy nasze dzieci do nauki, mimo że dla nich ta odległa perspektywa jest zupełnie niezrozumiała. One jeszcze próbują żyć tu i teraz i czują, że nie szkolnym ryciem powinno być to tu i teraz wypełnione.
 
Wierzymy, że chwilą żyją ludzie niedostosowani. Nieodpowiedzialni. Cała reszta planuje i myśli perspektywistycznie. W takim świecie przyszliśmy na świat i taki świat rozumiemy.
 
Jednak przez większość czasu, jaki homo sapiens spędził na tej plancie, było całkiem inaczej. Ewolucyjnie jesteśmy prawdopodobnie przystosowani do życia chwilą. Bo za chwilę możemy nie żyć. Może właśnie dlatego ludzie zanurzeni w przeszłości uznawani są za smutnych, ci zanurzeni w przyszłości - za niespokojnych. Myślenie zbyt daleko w przód albo w tył nie jest odpowiednie dla naszego gatunku. Choć sami stworzyliśmy świat, w którym jest ono konieczne

Odwet Oceanu” Franka Schätzinga wciąga! To książka o pracy na platformach wiertniczych, o planach wydobywania hydratu metanu z głębin, o obserwowaniu wielorybów, o prądach morskich, o tym że powierzchnia oceanów wcale nie jest idealnie równa, o tsunami... i o tym, że niszcząc naszą planetę niszczymy siebie.
 
Fragment książki jest poświęcony indianom Innuit, którzy jeszcze zupełnie niedawno żyli i myśleli całkiem inaczej niż my. Nie potrzebowali czasu, a więc długofalowego planowania. Posłuchajcie:

Propozycja wspólnego wyjazdu wzbudziła w Anawaku nową falę wspomnień. Długie wieczory przy ognisku, gdy ktoś opowiadał jakąś historię i cały świat wydawał się ożywiać. Kiedy był mały, oczywiste było, że istniała królowa śniegu i bóg-niedźwiedź. Przysłuchiwał się mężczyznom i kobietom, którzy przyszli na świat jeszcze w igloo, i wyobrażał sobie, że jako dorosły będzie wędrował po krainie lodów, polował i żył w zgodzie ze sobą i z mitami Arktyki. Będzie spał, kiedy się zmęczy. Pracował i polował, kiedy pozwoli na to pogoda albo po prostu kiedy będzie miał ochotę. Jadł, gdy tak zadecyduje jego żołądek, a nie jakaś przerwa obiadowa. Czasami, kiedy zamierzało się wyjść z namiotu tylko na krótko, polowanie trwało dzień i noc. Innym razem, gdy człowiek się przygotowywał, polowanie nie dochodziło do skutku. Quallunaat [wszyscy ludzie poza Innuit] po prostu w ogóle nie rozumieli, jak można było egzystować poza regularnymi harmonogramami i schematami wydajności. Quallunaat budowali sobie światy poza światem. Wykluczyli naturalne procesy na korzyść sztucznych, i wszystko, co nie pasowało do tej koncepcji, było ignorowane albo eliminowane.
(…)
Od początku ich podróży przez lód będą postępować jedynie zgodnie z regułami przyrody. Aby tu przeżyć, trzeba zachować pewną postawę panteistyczną. Nie wolno się za wysoko cenić. Człowiek nie j e s t ważny, jest tylko częścią ożywionego świata, manifestującego się w zwierzętach, roślinach i lodzie, przy okazji również w ludziach.
(…)
- To może trochę potrwać – stwierdził Akesuk. 
- Tak, kosztuje sporo czasu – przytaknął Anawak, który przypomniał sobie, jak często jechali wzdłuż takich szczelin.
Akesuk zmarszczył nos.
- Nie. Dlaczego ma kosztować? Nie poświęcamy czasu. Zatrzymujemy go, bez względu na to, czy jedziemy teraz bezpośrednio na wschód czy najpierw kawałek na północ. Wszystko już zapomniałeś? Tu, na północy, nie jest ważne, jak szybko dotrzesz. Jeżeli robisz objazd, to twoje życie i tak trwa. Nie tracisz żadnego czasu.
Anawak milczał.
- Może – dorzucił jego wuj z uśmiechem – był to nasz największym problem zeszłego stulecia, że Quallunaaq przyniósł nam czas. Musieliśmy się nauczyć, że istnieje również stracony czas. Quallunaaq myśli, że czekanie jest czasem straconym, a tym samym straconym czasem życia. Uważam, że kiedy byłeś mały, wszyscy w to wierzyliśmy. Również twój ojciec uwierzył, a ponieważ nie widział możliwości robienia czegoś sensownego i wartościowego, doszedł do przekonania, że jego życie jest bezwartościowe, ponieważ składa się z niewykorzystanego, straconego czasu. Bezwartościowy czas życia. Bezwartościowe życie.
(...)
Arktyka prezentuje się niczym spektakularne piekło. Wprawdzie przepiękne, ale samowystarczalne i śmiertelne dla każdego, kto oddawał się iluzji ludzkiej hegemonii. Osady sprawiają tu wrażenie przekornej próby zapanowania nad czymś, nad czym zrobić się tego nie da. Podróż saniami na skraj lodu morskiego stawała się wyprawą w nieświadomość. Resztki poczucia czasu, jakie drzemały w Anawaku, ulotniły się po kolejnej słonecznej nocy. Podróżowali do pierwotnych źródeł świata. Nawet racjonalista, który nie modlił się do żadnego boga i dawał pierwszeństwu każdemu naukowemu wyjaśnieniu, nagle doznawał tu olśnienia, dlaczego niedźwiedź polarny, jak opowiadali sobie Innuit w długie wieczory, człapie przygnębiony. Ponieważ w miłości do zamężnej kobiety stał się ślepy na rzeczywistość. Kobieta miała męża, który tygodniami bez powodzenia przebywał na łowach. Ogarnięta współczuciem zdradziła kryjówkę swojego kochanka, chociaż niedźwiedź stanowczo ją ostrzegał, żeby nie opowiadała mężowi o ich potajemnych spotkaniach. Ale niedźwiedź słyszał, kiedy go zdradzała, i gdy myśliwy go wypatrywał, wkradł się do igloo ukochanej, żeby ją zabić. Podniósł już łapę, gdy wtem ogarnął go smutek. Jaki sens miałoby odebranie jej życia? Zdrada została już popełniona. Odszedł więc, ciężko stąpając, pogrążony w samotności.
Zimne powietrze szczypało skórę Anawaka.
Tam, gdzie przyroda zbliżyła się do człowieka, została zdradzona.
(...)
Jeszcze przed kilkudzisięciu laty laty nie znaliśmy innej formy organizacji jak luźne związki rodzin, nie akceptowaliśmy ani wodzów, ani przywódców, a teraz Innuit rządzą Innuit, jak to jest przyjęte w nowoczesnej administracji. Nie znaliśmy własności, teraz podążamy drogą nowoczesnego państwa przemysłowego. Znów ożywiamy tradycję, niektórzy sprawiają sobie psy zaprzęgowe, można nauczyć się budowania igloo i rozpalania ognia krzemieniem. Piękne, że odnawia się te wartości, ale przez to nie zatrzymamy czasu. Chcę ci powiedzieć chłopcze, że wcale nie jestem zadowolony. Świat idzie do przodu. Dziś żyjemy jako nomadzi w Internecie, przemierzamy sieć magistrali danych, łowimy i zbieramy informacje. Młodzi chatują z ludźmi ze wszystkich części świata i opowiadają im o Nunavut [państwie Indian Innuit]”. 

I ja pozdrawiam z mojej podróży przez Internet.
O straconym czasie pisałam też tu: 
A o "tu i teraz" tu:

1 komentarz: