środa, 15 października 2014

Obwinianie i usprawiedliwianie się

Zadałam ostatnio w grupie o rodzicielstwie bliskości pytanie, skąd się bierze u dzieci postawa roszczeniowa. Takie kup mi, zrób mi, zawieź mnie, podaj mi. Różne tam były odpowiedzi, dwie mnie zastanowiły. Jedna kobieta opisała sytuację, jak to odmówiła swojemu synowi kupna koparki, a jakiś nieznajomy pan stwierdził: „ale niedobra mama, nie kupi dziecku koparki”. Kolejna opowieść była podobna: mama odmówiła dziecku słodyczy, a jakaś kobieta oznajmiła, że ona kupi, „bo rodzice to potrafią tylko dzieci narobić, a potem muszą im wszystkiego odmawiać, bo kasy nie ma”.

I wtedy pomyślałam o obwiniaczach. Odmawiam, a obwiniacz skrzeczy: Co z ciebie za matka? Za mało dajesz, powinnaś się bardziej starać. W ogóle robisz to wszystko źle. Wszystkie problemy to twoja wina.

Obwiniacz może być kimś realnym, ale może też siedzieć sobie w czyjejś głowie i szeptać do ucha: Jak to, nie pozwalasz? No wiesz? Biedne te twoje dzieci. Ja też nie mam chwili dla siebie, więc nie narzekaj. Od tego jesteś, żeby dawać, opiekować się, obsługiwać, sprzątać. I tak dalej. I zupełnie nieważne, czy obwiniacz jest realny czy nie: dziecko i tak go słyszy i mu wierzy. Tak to działa, bo jeśli obwiniacz nie jest słyszalny dla otoczenia, to rozpoznaje się go po tym, co mu odpowiadamy.

A odpowiedzią jest usprawiedliwianie się i obrona przed atakiem. Nie gra roli, czy ataki są realne czy wyobrażone. Usprawiedliwianie się jest drugą stroną medalu: z jednej strony atak, z drugiej obrona. Te dwie strony mogą ze sobą tańczyć i nawzajem zapraszać się do tańca. Jest to pewien sposób komunikowania się, który staje się niewidzialny, gdy do niego przywykniemy.

Czasem czuję się postawiona w roli agresora, choć wcale nie zamierzam nim być. Pytam: Czy ogrzewanie jest włączone? W odpowiedzi słyszę: Tak, włączyłam na noc i zapomniałam wyłączyć, bo musiałam się zająć tym i tamtym, tyle mam spraw na głowie... Albo pytam: Czy kupiłeś chleb? Och nie, wyleciało mi z głowy, no miałem kupić, ale to, ale tamto. W moich pytaniach nie był ukryty zarzut, choć odpowiedzi sugerują, że był. Tak naprawdę odpowiedzi były skierowane do siedzącego za uchem obwiniacza, który dodawał swoje trzy grosze do moich pytań. Ale łatwo w takiej sytuacji dać się zaprosić do roli atakującego.

Albo szukanie winnego. Skupianie się na tym, kto i w jaki sposób doprowadził do powstania problemu zamiast na szukaniu rozwiązania. To ta sama bajka, ten sam przemocowy sposób komunikowania się.

Więc trzeba szukać drogi na zewnątrz. Wyjść poza to koło albo raczej wznieść się ponad. Nie oskarżać i nie usprawiedliwiać się. Przepraszać, gdy uznamy, że faktycznie zawaliliśmy. Mówić o swoich uczuciach. Prosić, gdy czegoś potrzebujemy. I odmawiać, jeśli czegoś nie chcemy zrobić. Odmawianie jest wpisane w rolę rodzica, nie musimy ani nie powinniśmy dawać dzieciom wszystkiego, czego się domagają. W takim przekonaniu jest gotowość przyjęcia dziecięcego rozczarowania, a przede wszystkim spokój i pewność siebie. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz