środa, 28 maja 2014

Odczepcie się od samotnych matek

Nie pracuje, a powinna, żeby poprawić sytuację swoich dzieci. Albo wręcz przeciwnie, niech się zwolni z pracy, jeśli nie ma dość czasu, by przypilnować dzieci i pomóc im w lekcjach. Nie powinna utrudniać ojcu kontaktów z dziećmi, ale niech chroni dzieci przed złym wpływem, jaki wywiera na nie ojciec. A poza tym sama do tego doprowadziła: wybrała niewłaściwego faceta, zaszła w ciążę, urodziła dzieci. Przecież nikt jej nie kazał, a teraz ponosi konsekwencje własnych decyzji. I w ogóle za często zmienia facetów, znowu jakiś inny się kręci, jak te dzieci mają normalnie funkcjonować?

No tak, ale kto mi drewno porąbie i wniesie po schodach? - zastanawiała się jedna. Z kim porozmawiam i z kim się pośmieję? Inna opowiadała, jak dojeżdżała stopem na szkolenie z urzędu pracy, aż wreszcie ktoś jej zaproponował, że będzie ją podwoził. I podsumowała to doświadczenie tak: na kursach mówią nam zawsze, że to od nas samych zależy, jak wygląda nasze życie, ale bez wsparcia się nie da.

No właśnie, nie da się. Wychowanie i utrzymanie dzieci to nie jest projekt dla jednej osoby. Zwłaszcza jeśli tych dzieci jest nieco więcej i jeśli przynajmniej jedno jest malutkie. I jeśli w dodatku nie ma się solidnego wsparcia w rodzinie.

Reaguję alergicznie na krytykę wobec samotnych matek. Czasem myślę wręcz, że jedyne co powinny słyszeć, to: „Jest pani bardzo dzielna” i „Jak mogę pomóc?”. A tymczasem wylewa się na nie fala krytyki, bo przecież powinny sobie poradzić z całą ta kwadraturą koła. Więc apeluję: odczepcie się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz