czwartek, 22 maja 2014

Do której szufladki pasuję?

Wywiad z Agnieszką Graff i fragment jej nowej książki  przypomniały mi stare pytanie, wciąż pozostające bez odpowiedzi. Gdzie należę, jaka etykietka jest moja, do której szuflady pasuję?

Czy mogę z równym zainteresowaniem czytać Kazimierę Szczukę („Milczenie owieczek”!) i Wojciecha Cejrowskiego („Rio Anaconda”!)? Owszem, nie akceptuję poglądów Cejrowskiego na temat homoseksualistów ani chamskiego sposobu, w jaki daje im wyraz – ale jego opowieści z podróży uwielbiam.

Albo czy mogę jednocześnie utożsamiać się z feministkami i tęsknić (przynajmniej połową duszy) za pełnoetatowym macierzyństwem i oddanym mężem, który utrzymywałby mnie i dzieci? Dostrzegam nierówność płac kobiet i mężczyzn, jestem za legalizacją aborcji na życzenie kobiety do 12 tygodnia ciąży, za edukacją seksualną i dostępem do taniej i skutecznej antykoncepcji. Ale jednocześnie uważam, że narodziny i karmienie piersią to dwa rodzaje cudu możliwe dzięki potędze, a nawet świętości kobiecego ciała.

Lubię też naturalne metody kontroli płodności, uważam, że warto znać i rozumieć swój organizm, umieć rozpoznawać dni płodne i niepłodne. Poleganie wyłącznie na obserwacji nie jest wyborem dla każdej, tak samo jak np. rodzenie w wodzie. Jednak gdy czytałam swojego czasu na stronie Federy, którą bardzo szanuję, że metody te są zupełnie nieskuteczne (co nie jest prawdą) – zastanawiałam się właśnie: gdzie jestem? Jako ateistce bliżej mi do feminizmu, a jako sympatyczka naturalnych metod kontroli płodności żałuję, że w zasadzie nigdzie poza kościelnymi naukami przedmałżeńskimi nie można się o nich niczego dowiedzieć.

Nie czytałam jeszcze „Matki Feministki” (paczka już do mnie jedzie), ale mam nadzieję, że może wreszcie będzie trochę o mnie. O tym, że doświadczenie macierzyństwa ma ogromną wagę i wywiera wielki wpływ na całe życie kobiety, na to jak myśli o sobie i jak jest widziana przez innych, na to jakie ma miejsce w społeczeństwie. Spodziewam się, że w wydaniu Graff feminizm i dążenie do równości nie będzie polegać na udawaniu, iż macierzyństwo nie jest ważne ani na przekonywaniu kobiet, by lepiej przyswoiły sobie reguły gry w męskim świecie. Chcę być matką, chcę mieć na to czas i chcę być za to szanowana.

Oczywiście nadal będę myślała po swojemu, w swój jedyny i niepowtarzalny sposób. Ale to miłe, gdy ktoś rozumie i myśli podobnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz