środa, 23 kwietnia 2014

Odroczyć czy nie odroczyć? Czyli trochę o 6-latkach i więcej o szkole

Nie będę się tu dzielić wątpliwościami, czy moje dziecko urodzone w czerwcu 2008 roku nadaje się do szkoły czy nie. Że też akurat na nią musiało trafić! Ale obracałam ten temat w głowie już tyle razy i na tak różne sposoby, że postanowiłam napisać, dlaczego moim zdaniem szkoła nie nadaje się dla młodszych dzieci.

Jak wiadomo, głównym celem reformy jest zaoszczędzenie. Dzieci mają się uczyć o rok krócej, więc będzie taniej. Koniec kropka. Sądzę jednak, że dałoby się pogodzić ten cel z dobrem dzieci, tyle że należałoby wtedy zmienić cały system. Wszystkie dotychczasowe zmiany dotyczą wyłącznie klas I-III. Mamy inną podstawę programową, część szkół dostosowała sale do potrzeb 6-latków. I to wszystko. No a co później?

Test III-klasisty będą pisały dzieci o rok młodsze. O rok młodsze dzieci pójdą do klasy IV i będą nosić te absurdalnie ciężkie plecaki. O rok młodsze dzieci będą pisać test VI-klasisty i rok wcześniej rozpoczną naukę w gimnazjum. Gimnazja przysposabiające do pracy są dostępne dopiero od 15. roku życia, a to znaczy, że aby móc uczyć się w tego typu gimnazjum (przeznaczonym dla osób w normie intelektualnej, które z jakichś przyczyn nie radzą sobie w gimnazjum masowym), trzeba było ze dwa razy nie zdać. Teraz trzeba będzie trzy razy nie zdać.

Halo! Czy ktoś to zauważa? Dzieci, które pójdą do szkoły w wieku 6 lat, we wszystkie kolejne etapy edukacyjne będą wchodziły o rok wcześniej. I będą musiały się dopasować.

Oczywiście to szkoła powinna się dostosować do młodszych dzieci. Niestety już teraz wielu rodziców i nauczycieli stara się dostosować dzieci. Po czym to poznaję? A choćby po tym, że zgodnie z oczekiwaniami przedszkola kupiłam podręcznik dla 5-latków za 70 zł. Bo przecież dzieci trzeba przygotować do szkoły. Słyszę, że w niektórych przedszkolach nauczyciele zadają 5-latkom prace domowe, aby się przyzwyczajały. Pewna mama powiedziała mi, że jej córka dużo choruje, więc w domu wykonuje z nią zadania z podręcznika, aby nie miała zaległości. Słucham? Zaległości w oddziale przeznaczonym dla 5-latków?! Jeszcze parę lat temu nikt by chyba na to nie wpadł. No ale przecież ona będzie musiała iść do szkoły.

I tak to wygląda. Pewnie byłoby inaczej, gdyby w związku z posłaniem do szkół 6-latków wydłużono pierwszy etap edukacyjny. Zamiast klas I-III mielibyśmy klasy I-IV. Ten rok, który ma służyć zaoszczędzeniu, można by zgubić jakoś inaczej, np. wydłużając szkołę podstawową i likwidując gimnazja, które i tak są od dawna powszechnie krytykowane. Ale najpierw potrzebne jest myślenie o tym, jak dostosować szkołę do potrzeb młodszych dzieci. I to nie tylko wtedy, gdy mają one 6 lat.

Swoją drogą niesamowity rynek powstał na usługi poradni psychologiczno-pedagogicznych. Niedawno zadzwoniłam do mojej rejonowej poradni i dowiedziałam się, że terminów na badania psychologiczne już nie ma, może jeszcze będą jakieś w sierpniu, ale pewności nie ma. Jak grzyby po deszczu powstają poradnie niepubliczne, które zajmują się w zasadzie tylko badaniem gotowości szkolnej i wystawianiem opinii o odroczeniu.

A przecież od września obowiązkiem szkolnym zostaną objęte tylko 6-latki urodzone od stycznia do czerwca. Co będzie się działo w przyszłym roku, gdy do szkoły mają się szykować dzieci z całego rocznika?

Jeśli duża część 6-latków zostanie odroczona, to jak rząd z tego wybrnie? Wprowadził reformę wbrew wszystkim – wbrew rodzicom, wychowawcom przedszkolnym i nauczycielom. I co dalej? Mam nadzieję, że nie machniemy w końcu ręką i nie uznamy, że szkoła jest jaka jest, a dzieci mają się dopasować.

4 komentarze:

  1. Moja z października. Nie idzie do szkoły.
    Uważam, że reforma jest zrobiona od d...y strony i nie godzę się na nią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja córka ma dopiero 2,5 roku, ale już planujemy edukację domową. To co się dzieje w tym systemie to jakaś paranoja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też coraz częściej myślę o zupełnym wymiksowaniu się z tego systemu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja córka lubiła klasy I-III. Za to od czwartej klasy niestety nie lubi chodzic do szkoły :( Edukacja domowa ma niestety jedną podstawową wadę - trzeba zrezygnowac z pracy zawodowej.

    OdpowiedzUsuń