czwartek, 6 marca 2014

Pochwała porażki


Sukces jest sumą porażek. Lubię to stwierdzenie. Porażki służą temu, by się czegoś nauczyć. Skoro w ten sposób nie wyszło, to może da się inaczej. Albo jeszcze inaczej. W takim podejściu jest ciekawość. Jak to zrobić, by się udało? Jest zgoda na próbowanie, eksperymentowanie, szukanie, sprawdzanie. Natalia i Krzysztof Minge w książce pt. „Jak wspierać rozwój dziecka w wieku 6-13 lat?” piszą tak:

„Badania Carol Dweck wykazały, że ludzie cechują się dwoma podejściami do życia. Jest to nastawienie na trwałość lub na rozwój. Ci pierwsi uważają, że inteligencja i wszelkie inne zdolności są czymś wrodzonym, stałym i niezmiennym. Sukces – i to najlepiej nieokupiony dużym wysiłkiem – stanowi dla nich dowód na to, że jest się zdolnym. Porażka wskazuje zaś, że takim się nie jest. Często nie cenią oni wysiłku i nie są skłoni do pracy nad sobą, gdyż ta w ich mniemaniu nic nie może zmienić. Według nich porażka jest tragedią, której za wszelką cenę należy unikać, nawet jeżeli wiązałoby się to z rezygnacją z najciekawszych, lecz wymagających zadań.

Osoby nastawione na rozwój wierzą w to, że każdy człowiek może wiele osiągnąć, jeśli tylko będzie wytrwale nad sobą pracował. Skłonne są do stawiania sobie ambitnych celów i brania na siebie trudnych zadań. Każda porażka jest dla nich okazją, by dowiedzieć się więcej o sobie oraz czegoś nauczyć. Wierzą, że ciężka praca prowadzi do sukcesu. Częściej niż osoby nastawione na trwałość potrafią prawdziwie współpracować w zespole oraz są mniej skłonne do przypisywania sukcesu wyłącznie sobie”.

Człowieka nastawionego na rozwój nie przerażają więc porażki. Traktuje je jako drogowskazy, a raczej negatywy drogowskazów – skoro ta droga nie prowadzi mnie do celu, trzeba poszukać innej, a może innego celu.

Niestety mam wrażenie, że żyję w świecie nastawionym na trwałość, w którym sukces jest dowodem zdolności, a porażka powodem do wstydu. W szkole fajnie jest być zdolnym. Zdolny ale leniwy – to komplement. Dużo się uczy, lecz wciąż odstaje od rówieśników – oj, niedobrze. Natalia i Krzysztof Minge piszą, że oceniając dzieci warto brać pod uwagę postępy, jakie robią, a nie tylko obecne umiejętności. Czyli warto oceniając porównywać dziecko nie do innych dzieci z tej samej klasy, ale do tego samego dziecka sprzed pół roku. Wtedy umiałeś dodawać w zakresie 10, teraz zaczynasz już dodawać i odejmować z przekroczeniem progu dziesiętnego. Brawo! Takie ocenianie może sprawić, że dziecko będzie się chciało uczyć więcej, rozwijać się.

Zastanawiam się, co się może dziać z człowiekiem skrajnie nastawionym na trwałość. Porażki są dla niego nie do przyjęcia, odzierają go całkowicie z poczucia własnej wartości. Krytykę, a nawet sprzeciw czy odmienne zdanie traktuje jako atak na siebie. Może się bronić: to nie ja, to nie moja wina. Może nie widzieć, odwracać się, zostawiać zadania, których nie potrafi w danym czasie wykonać, udawać, że ich nie ma i nigdy nie było. Albo że mu na nich nie zależy. Może też atakować i niszczyć źródła porażki.
 
Czasem to relacje z ludźmi mogą stanowić o niepowodzeniu.

Dlatego uczę się chwalić porażki. Pozwalam sobie na eksperymentowanie i wyciąganie wniosków. Nie muszę wszystkiego wiedzieć, ale chcę się dowiadywać. Wolę opowieści o drodze i drogowskazach, o wątpliwościach i ścieżkach do zbadania, niż o osiągniętym celu i odniesionym sukcesie. 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz