piątek, 21 marca 2014

Historie z podstawówki

Jeden z nich, zapatrzony w strzęp własnego cienia,
Chciwie wody zażądał wargą obolałą,
A drugi wnet zawołał: "Ja nie mam pragnienia!"
A miał je, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.
- Bolesław Leśmian "Dwaj skazańcy"

Na początku, gdy przeprowadziliśmy się do Polski i poszłam do trzeciej klasy, byłam przez jakiś czas kozłem ofiarnym. Wiem, bo powiedziała mi to wychowawczyni, do której przybiegałam z płaczem. Skarżyłam się też rodzicom. Tata stwierdził, że inne dzieci na pewno mi zazdroszczą, a ja potem przez wiele lat starałam się nie mieć nic, czego można by mi zazdrościć. Wstydziłam się też 3-letniego pobytu w Austrii, który mógł mnie wyróżniać. Chciałam być zwyczajna.

Dość szybko zaprzyjaźniłam się z trzema dziewczynkami. Dwie pierwsze i ja przyjaźniłyśmy się właściwie raczej w zmiennych dwójkach, przy czym dwie obgadywały trzecią.

Z jedną z nich pisałam listy na listkach bzu. Notorycznie spóźniałyśmy się po długiej przerwie, a na lekcjach nie uważałyśmy, aż nas rozsadzono. Jej rodzice byli rozwiedzeni. Tata był malarzem, autorem fresków zdobiących kościół, do którego chodziłyśmy. Mama tkała obrazy, a ja wciąż marzę, że kiedyś usiądę przy krosnach, choć być może nie jest to marzenie, które spróbuję spełnić. W jej mieszkaniu był piękny świetlik - przeszklony sufit. Dziewczyna ta nauczyła mnie podstawowych modlitw, bo żadnych nie znałam.

Druga moja przyjaciółka była gadatliwa. Spacerowałyśmy razem, ona coś opowiadała, a ja z reguły się wyłączałam, bo miałam kłopoty z koncentracją. Jej ojciec był alkoholikiem, a ona mówiła o nim po nazwisku. Choć blondynka, była podobna do mojej mamy, a mój tata bardzo ją lubił. Razem poszłyśmy z opóźnieniem do komunii, w piątej klasie. Właśnie ona najbardziej bała się ekshibicjonistów, których było na pęczki w pobliskim parku.


Trzecia była najrozsądniejsza, łączyła nas z resztą klasy. Odprowadzałam ją do rogu i w końcu aż do domu, bo żartowała, że przecież nie umówiłyśmy się, do którego rogu. Często przychodziłam do niej w gości. Notorycznie spóźniałam się potem do domu i przez jakiś czas zabierałam zawsze ze sobą ogromny budzik, by uniknąć wyrzutów rodziców.

Dwie koleżanki z klasy budziły mój lęk. Chodziły od dziecka do dziecka i zadawały wszystkim to samo pytanie: "Jesteś za Partią czy za Solidarnością?". Nie miałam pojęcia, co to Partia ani co Solidarność. Zapytałam taty, a on polecił, bym mówiła, że jestem za Partią. Gdy odpowiedziałam w ten sposób, koleżanki odeszły chichocząc i szepcząc coś pomiędzy sobą w nieprzyjemny sposób.

Gdy niedawno opowiadałam te historie, uzmysłowiłam sobie, z jak ważnymi sprawami miałam do czynienia w wieku 10 czy 12 lat. Polityka, sztuka, religia, rozwody, alkoholizm, przemoc rówieśnicza i seksualna... A myślałam wtedy - bo tak mi mówiono - że dzieci nie mają poważnych problemów, i że prawdziwe życie dopiero się zacznie. 

Mój rozmówca stwierdził, że on nie ma takich ciekawych historii do opowiedzenia. A mi się przypomniały słowa mojej trzeciej przyjaciółki z podstawówki, wypowiedziane gdy już byłyśmy dorosłe: "Ty jak coś opowiesz, to wydaje się ciekawsze". A przecież dobrze wiem, co to znaczy nic nie czuć i ciągle się nudzić. To moja świadoma decyzja, by patrzeć i czuć. Wtedy jest ciekawie, ale czasami też boli. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz