czwartek, 6 lutego 2014

Dlaczego oskarżanie nie ma sensu


Taka sytuacja: Sanki, młodsza córka leży sobie na nich na brzuchu, a starsza ni stąd ni zowąd z impetem na niej usiadła. Młodsza rozpłakała się, poskarżyła, że ją boli. Ofukałam starszą, że jak to tak, że musi uważać, że zadała ból itp. Ofukałam ją dużo mocniej, niż by to wynikało z sytuacji. Byłam na nią zła o coś innego, wcześniej już przeginała... ale nie o tym chciałam tu pisać. Starsza się nadęła, obraziła. Przez następne dni robiła młodszej na złość. Im bardziej robiła jej na złość, tym bardziej ja fukałam, im bardziej ja fukałam, tym bardziej ona robiła na złość. W końcu postukałam się w czoło i zamiast fukać zaczęłam wypędzać złe duchy masując starszej plecy, co ona uwielbia. I powoli wychodzimy na prostą.

Nie, starsza nie poczuła się winna, nie stała się też bardziej empatyczna wobec siostry po tym, gdy ją oskarżyłam. Poczuła się najwyraźniej skrzywdzona, a za winną swojej krzywdy uznała młodszą siostrę.

Co jest grane? Akurat przeczytałam „Przypadek to nie wszystko” Elliota Aronsona. Aronson jest bardzo znanym psychologiem społecznym, autorem podręcznika zatutułowanego „Człowiek – istota społeczna”. Lektura przypomniała mi teorię dysonansu poznawczego, którą bardzo lubię.

Dysonans poznawczy powstaje, gdy mierzymy się z dwoma przekonaniami, które wzajemnie się wykluczają. Np. osoba paląca papierosy wie o sobie dwie rzeczy: „jestem rozsądną osobą” i „palę papierosy”. Te stwierdzenia stoją w sprzeczności, bo szkodzenie swojemu zdrowiu jest nierozsądne. Uzmysłownie sobie tego obniża samoocenę, a dążenie do zachowania dobrego mniemania o sobie jest jednym z podstawowych ludzkich dążeń. Dlatego dysonans poznawczy jest doznaniem bardzo przykrym. Aby poradzić sobie z dysonansem, palacz może zmienić swoje zachowanie (rzucić palenie), przestać myśleć o konsekwencjach palenia, udawać, że nie ma żadnych („no i co z tego, że umrzesz zdrowszy?”), może też podkreślać zalety palenia (smakuje, uspokaja, pomaga nawiązywać znajomości).

Co zaś – zgodnie z teorią dysonansu poznawczego – stanie się, jeśli oddamy przysługę komuś, kogo nie lubimy? Np. ten ktoś poprosi nas o pożyczenie książki czy notatek, a my odruchowo wyrazimy zgodę? Wtedy doznamy dysonansu poznawczego. Skoro tej osoby nie lubimy, nie powinniśmy jej oddawać przysługi. Możemy wtedy uznać, że zachowaliśmy się nieracjonalnie albo przekonać siebie, że właściwie ta osoba jest całkiem miła.

A co się stanie, jeśli zrobimy świństwo komuś niewinnemu? Znowu odczujemy dysonans poznawczy. Bo przecież jesteśmy mili i postępujemy w zgodzie z zasadami moralnymi, więc nie powinniśmy wyrządzać krzywdy komuś, kto na to nie wcale zasługuje. Możemy wtedy uznać, że zachowaliśmy się niemoralnie albo przekonać siebie, że ta osoba w gruncie rzeczy zasłużyła na to, by ją źle potraktować. To bardzo niebezpieczny mechanizm! Dlatego jeśli w czasie wojny przemoc dotknie ludności cywilnej, jest prawdopodobne, że agresorzy uznają tę ludność za podludzi godnych pogardy. A to z kolei nasila okrucieństwo.

Myślę, że właśnie ten mechanizm zadziałał u nas w skali mikro. Oskarżyłam starszą, że zadała ból młodszej, niczemu nie winnej. Starsza wtedy – aby chronić swoją samoocenę – uznała, że młodsza jest beznadziejna i zasługuje na to, by ją źle traktować. Być może gdybym powiedziała, że młodszą to wprawdzie zabolało, ale widziałam, że starsza chciała się po prostu bawić i nie miała złych zamiarów – następne dni byłyby spokojniejsze i dziewczynki bawiłyby się razem, tak jak to mają w zwyczaju.

Tym wyraźniej widzę, że – chociaż czasem jest to dla mnie trudne – warto się skupiać na tym, co dobre. I patrzeć, jak rośnie – jak piękne, drożdżowe ciasto.

1 komentarz: