niedziela, 6 października 2013

Topiłam się w wodzie po kolana


Dostałam sms-a: Śniło mi się, że topiłaś się w wodzie po kolana, bez krzyku. Co za intuicja, pomyślałam. Często czuję się właśnie tak, jak to opisał Śniący. Zwłaszcza w piąkowe wieczory, kiedy – jak sobie wyobrażam – inni cieszą się początkiem weekendu, a ja jestem tak zmęczona, że chce mi się płakać. Wypłakuję kałużę łez, a potem topię się w niej jak Alicja w Krainie Czarów.

Moja koleżanka miała niedawno wykonywany pewien zabieg medyczny, zapłaciła za znieczulenie, nierefundowane przy takich zabiegach przez NFZ. Trzy lata temu sama przez to przeszłam. Owszem, było nieprzjemnie, bolało, popłynęły mi łzy, odczułam przykrość. I już, i nic więcej. Nie myślałam później o tej chwili bólu, uznałam, że to nic wielkiego. Mój brat wspominał, że w dzieciństwie zachowywałam się jak twardzielka na fotelu dentystycznym. Rzeczywiście, nie lubiłam wizyt u dentysty, ale nie bałam się ich. W pierwszej chwili borowanie bolało mocno, ale potem koncentrowałam się na bólu, a on ustępował. Nie całkiem, ale tak, że mogłam go znieść. Panowałam nad bólem albo tak mi się wydawało.

W ciągu ostatnich trzech lat jednak zmieniłam się. Wyraźnie czuję, że obniżył mi się próg bólu. Jakiś czas temu zemdlałam na fotelu dentystycznym, a następnym razem zapłaciłam anestezjologowi za opiekę. Nie chodziło o zwykłe borowanie, jednak przy tego typu zabiegach ludzie rzadko korzystają z usług anestezjologa.

W zasadzie wolę iść przez życie bez znieczulenia. Wciąż jeszcze jako najsmutniejsze wspominam lata, gdy za mało czułam i za mało żyłam. Trudno byłoby mnie namówić na przyjmowanie leków wyrównujących nastrój, nasennych, uspokajających, poprawiających koncentrację uwagi czy pobudzających. To się nie zmieniło. Jeszcze nie.

Wygrzebuję się jakoś z mojej kałuży łez, czasem ktoś mi poda rękę. Gdy jestem w lesie, roglądam się za zaczarowanym grzybem, na którym siedzi Pan Gąsienica. Liczę na to, że jeszcze się nauczę, z której strony grzyba zjeść kawałek, by urosnąć a nie zmaleć. 

Tak jak jest teraz – może być. Mam jednak nadzieję, że bogowie nie szykują dla mnie w najbliższym czasie kolejnych wyzwań. I że nie każą składać sobie zbyt dotkliwych ofiar. 

2 komentarze:

  1. Osobiście nie lubię takich kobiet. Zamykających w sobie swój smutek, którego świat nie zrozumie, silnych ale z pretensjami do świata. Ale rozumiem teraz Alicję z Krainy Czarów

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm :) Wydaje mi się, że nie zamykam smutku, kto mnie lepiej zna - ten wie. Ale może spróbuję być słabsza.

    OdpowiedzUsuń