środa, 16 października 2013

O złości

Rzadko udaje mi się zorganizować sobie możliwość udziału w zajęciach warsztatowych, tym bardziej cieszę się, że uczestniczyłam w warsztacie prowadzonym przez Agnieszkę Stein na temat złości. Z reguły po warsztatach czuję się spokojniejsza, mniej zmęczona, pogodniejsza, odporniejsza. To ciekawe, bo przecież zajęcia takie kosztują mnie (a może wyzwalają) wiele energii i emocji. Może właśnie rozmowa w grupie, wspólne mówienie o emocjach i przeżywanie ich w obecności innych osób, w bezpiecznej, nieoceniającej atmosferze jest tym, co działa terapeutycznie. Tym razem właśnie tak było.

Nie będę tu streszczać wszystkiego, ale napiszę o tym, co mnie szczególnie poruszyło.

Rozmawialiśmy o złości. O iskrze (na iskrę w 20 procentach składa się sytuacja, a w 80 procentach – nasze myśli na temat tej sytuacji), o paliwie (zmęczenie, napięcie) i o ogniu (odczuwanie złości, myśli pełne złości, zachowania i słowa przez nią wzbudzane). Agnieszka stwierdziła, że zachowania i słowa wypowiedziane w takich chwilach często budzą nasze poczucie winy, które z kolei jest świetnym paliwem dla kolejnych iskier. Dlatego nie warto obwiniać.

Kiedy już nas opanuje złość, nasz mózg zaczyna funkcjonować, jak gdyby przed nami stał groźny tygrys. Uruchamiają się w nas automatyczne reakcje typu "walcz albo uciekaj". Czujemy się zagrożeni. Wtedy kontrolę przejmuje prastary "gadzi mózg", a kora mózgowa zostaje odłączona. Nie ma czasu na refleksję, trzeba działać. I działamy w sposób dobrze znany, wiele razy przećwiczony.

Co więc zrobić, aby ponownie uruchomić odpowiedzialną za świadome podejmowanie decyzji korę mózgową? Agnieszka podała wiele możliwych sposobów: Słowa, a zwłaszcza nazywanie emocji. Numery, liczenie do 10, wstecz, po angielsku, przypominanie sobie numerów telefonu czy tabliczki mnożenia. Czynności związane z wodą (która symbolicznie ugasi nasz ogień) - umycie rąk, wypicie szklanki wody. Głęboki oddech. Te działania nie likwidują złości, ale przerywają automatyczne reakcje, dopiero wtedy możemy spróbować dotrzeć do potrzeby ukrytej za naszą złością. Najczęściej złość jest uruchamiana przez strach, warto więc zadać sobie pytanie, czego się boimy.

Sposobem na przerwanie automatycznych, agresywnych reakcji, który mi osobiście najbardziej się spodobał, może być zmiana pozycji ciała. Rzeczywiście trudno krzyczeć leżąc, zwłaszcza np. z nogami uniesionymi do góry. Pomyślałam, że gdy następnym razem będzie mnie ogarniała złość, spróbuję się położyć.

Jedna z uczestniczek warsztatów stwierdziła jednak, że nie do końca chce się rozstawać ze swoją złością, bo uczucie to jest częścią niej. Pomyślałam, że to ważne, że przecież złość nas o czymś informuje. Wściekam się, bo chcę, by świat wokół mnie inaczej wyglądał, by otaczający mnie ludzie inaczej się zachowywali. Jednak często te automatyczne, sztywne reakcje przypominają walenie głową w mur, a ich skuteczność w osiągnięciu tego, na czym nam zależy, jest niska. Za to koszty są wysokie, bo nasza złość niszczy poczucie bezpieczeństwa naszych bliskich. Agnieszka stwierdziła, że lepiej jest szukać innych sposobów zadbania o swoje potrzeby, i że złość jest informacją, a nie instrukcją. A ja pomyślałam, że wprawdzie chcę, by świat wokół mnie wyglądał inaczej, ale chcąc tego mogę dać sobie prawo do lepszego radzenia sobie ze złością, dla siebie i dla moich bliskich.

Gdzieś na marginesie przyszła mi też do głowy refleksja na temat mojego zmęczenia i poczucia, że ciągle brakuje mi czasu, zwłaszcza dla dzieci. Pomyślałam, że wprawdzie doba jest zbyt krótka, ale nie muszę przecież załatwić wszystkiego na raz. Że tych dni będzie jeszcze trochę, i że jeśli będę patrzeć na zachodzące zmiany zamiast myśleć o punktach do odhaczenia, presja czasu być może zelżeje. Spróbuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz